środa, 6 marca 2013

6 marca 2013

Daria:

Szalony weekend w Paryżu


Jak już Monika wspomniała do samego wyjazdu nie wiedziałam, jechać czy nie. Pojechałam jako jedyny polski reprezentant, to było bardzo dziwne uczucie nie móc tak naprawdę z nikim po polsku po rozmawiać i dopiero w tym momencie zorientowałam się o ile lepiej byśmy mówili gdybyśmy na ten podwójny dyplom nie przyjechali w 10...

Podróż trwała prawie 6 godzin. Podczas postoju ku trwodze pań kasjerek całą promocją, która pojechała na wycieczkę weszliśmy do minihipermarketu i odtańczyliśmy harlem shake'a.

to jest właśnie harlem shake


Potem była impreza, bez szału. Z Andreą i Akosem zawieźliśmy sobie dmuchane materaca na 6 piętro akademika i w tem sposób wyspaliśmy się w spokoju na korytarzu. 

W sobotę jak wreszcie udało się wszystkich zebrać i zjedliśmy wspaniały obiad - jak zwykle babecue. 
A potem godzina paintballu! Nie mam zdjęć ponieważ byłam zajęta bieganiem i strzelaniem w ludzi oraz zmazywaniem zielonej farby z całej twarzy, a telefon zostawiłam bezpieczny w płaczu. Potem przez kolejne 2-3 godziny się wygłupialiśmy na innych przyrządach. Była taka dmuchana zabawka (jak czasem dmuchane zamki dla dzieci w wesołym miasteczku) i tam z Jean-Comem i Andrea testowaliśmy wytrzymałość naszą i konstrukcji - wygraliśmy ^^. Następnie fantastyczną 4 (Francois, Vannyer, Simon i ja ) poszliśmy do parku linowego. Pewnie przeszlibyśmy go 3 razy szybciej gdyby nie to, że na każdej części musieliśmy się wydurniać i zamiast zwykłego przejścia po linie zmieniało się ono w walkę o przeżycie. 

Po powrocie do akademika z Andreą i Akosem uciekliśmy na trochę i prze 4-5 godzin chodziliśmy po Paryżu. Zrobiliśmy ładny spacer. Od wieży Eiffela aż do Notre Dame.

Wieżę Eiffela każdy widzi, Notre Dame to na tej mapie punkt 4. 
W sobotę wieczorem na imprezie było już mniej ludzi, więc było więcej miejsca do tańcowania. Szaleliśmy na parkiecie do chyba 5 nad ranem. Muszę przyznać, że po tygodniu codziennego biegania, 5 godzinnym spacerze i 2 przetańcowanych nocach miałam niezłe zakwasy. 

Udało się nawet Osina z akademika na spacer wyciągnąć :)






W niedzielę około południa wybraliśmy się wszyscy pod wieżę Eiffela w bardzo konkretnym celu. Ale wcześniej, w 200 osób wsiedliśmy do metra. Oto co mniej więcej się tam działo:

"Wykoleimy!" - to właśnie krzyczą.


Pod wieżą Eiffela tradycyjnie jak co roku, zrobiliśmy monome. Jedyna różnica jest taka, że w tym roku dobre 15 minut zastanawiali się kto go zacznie, ponieważ Francja prowadzi aktualnie wojnę w Mali i wszędzie w Paryżu jest pełno policji, która ma na celu tłumienie jakichkolwiek przejawów zamieszek.
A teraz wyobraźcie sobie, że ok 50 takich niebieskich jak ten po prawej, ustawiało się zgrabnie koło randomowych turystów i robiło sobie z nimi zdjęcia. 


Tak właśnie wyglądał monome. 

A dzisiaj na zajęciach z odlewnictwa wyprodukowałam taką oto część:

Nawet jest mój podpis: E40 :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz