1 kwietnia
Monika:
tytułem wstępu: nie będzie nic z Prima Aprilis ;)- Czy wyobrażałaś sobie kiedyś, że spędzisz Święta Wielkanocne w Lyonie, poza rodziną, we francuskim mieście, ale w polskim duchu, w polskim kościele, z polskimi potrawami... a po Zmartwychwstaniu pójdziesz świętować na koncercie muzyki elektro-bałkańskiej, po którym wyszalejesz się jak nienormalna w klubie pod pokładem statku...?
- Nie myślałam o tym. Na szczęście okazało się, że to, co się dzieje może przerosnąć moje oczekiwania... ;)
Te Święta były świetnym połączeniem: duchowości, radości, smakowitości, towarzyskości itd.
Zaczęło się od tego, że w sobotę kolega Czech zawiózł nas do Macon, na dworzec. Dojechaliśmy na kolejny dworzec, w Lyonie, gdzie czekała Ania. Wera i jej chłopak poszli zwiedzać miasto, a my z Anią pojechałyśmy do jej akademika.
Oto nasz wypasiony koszyczek, który przygotowałyśmy:
![]() |
| A wszystko dzięki moim szalonym rodzicom, którzy wysłali mi paczkę świąteczną z koszyczkiem, jajkami z czekolady, zającem i barankiem. Czy jeśli kiełbasa była w surowa to nadal się liczy...? |
Po powrocie ze święcenia naszych pokarmów wzięłyśmy się za przygotowywania naszych szalonych potraw. Proszę bardzo, oto efekt:
Wieczorem poszłyśmy na Wigilię Paschalną. Dla mnie było pięknie. Mimo że nie do końca "czysto liturgicznie", że kantyk Mojżesza był tragiczny, że psalm został zaśpiewany na melodię kolędy itd. Było po polsku, a ja tak tęskniłam za polską Liturgią. Napisałabym więcej, bo i dużo więcej w tym temacie mam do powiedzenia, ale zakładam, że nie każdy chce czytać o moich duchowych przeżyciach, więc zostawię to na bardziej prywatne rozmowy ;)
Dalsza część wieczoru była absolutnie szalona, nie myślałam, ze tak to będzie wyglądało. Niemniej był to najradośniejszy dzień i wieczór w moim francuskim życiu od bardzo dawna.
Wybrałyśmy się na koncert.... muzyki bałkańskiej! Mały lokal, sami alternatywni ludzie, niewielka scena, na niej paru muzyków, ludzie w dziwnych swetrach i my wraz z koleżankami Ani: Rumunką i Szwedką. Koncert był nieziemski. Nie wiem jak Ci ludzie wpadli na połączenie tak specyficznej folkowej muzyki z brzmieniami elektronicznymi, ale ta muzyka przeniosła nas w kompletnie inny świat.
Po koncercie wybraliśmy się na spacer brzegiem Rodanu (albo Saonu - nie wiem nigdy która jest która....):
...który zaprowadził nas do klubu na statku :) Moja kumulowana przez długi czas energia została wspaniale spożytkowana pod pokładem "SIRIUSA". Wszystkie byłyśmy tak stęsknione zabawy, że tańczyłyśmy jak szalone. Dało nam to nawet sporo miejsca na parkiecie, bo chyba ludzie bali się zbliżyć.
Wiecie jak dziwnie tańczy się na statku??? Cały czas kręciło mi się w głowie ;D
Zmienialiśmy czas - tamtej nocy. Śmiesznie kiedy godzina z 1:59 zmieniła się na 3:00 :)
Trzeba przyznać, nie spałyśmy tej nocy za długo. Ok 13 wróciłyśmy z kościoła, po czym zabrałyśmy się za śniadanie wielkanocne:
Po śniadaniu nastąpił "Poradnik pozytywnego myślenia", a po nim kawa, bo było już ciężko, co można wnioskować po niektórych pomysłach...:
Mamo, Tato: zając i baranek były wyborne!
Tego wieczoru skoczyłyśmy jeszcze na trochę do miasta, ja niestety straciłam głos, więc nie byłam zbyt rozmowa w towarzystwie...
Dziś brałyśmy udział w polsko-francuskiej Mszy, która była nieco dziwna. Przez to pomieszanie językowe wcale nie mogłyśmy się odnaleźć, a ksiądz z manierą Mariusza Max-Kolonko wcale nam tego nie ułatwiał.
W każdym razie, w ramach podsumowania: ja jestem mega zadowolona. Nie myślałam, że tak fajnie będę mogła wspominać moje "samotne" francuskie Święta.
Po powrocie, na dworcu w Macon przywitało mnie piękne słoneczko, więc mimo że musiałam wrócić w zimne mury Cluny, może nie pozwolę sobie tak szybko zniszczyć dobrego nastroju ;)
To by było na tyle, czas odespać weekend.
PS. wiem, nie jesteśmy specjalnie aktywne ostatnio, proszę nam wybaczyć, to wszystko przez nawał spraw i brak czegoś, co byłoby tak naprawdę warte opisania. Spróbujemy się poprawić.
Dobrej nocy!


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz