piątek, 30 listopada 2012

29 listopada, ale pisać będziemy o minionym weekendzie...

Ponieważ praktycznie cały weekend spędziłyśmy z Moniką oddzielnie dlatego będzie to ciekawa notka, bo każda z nas ma inne wspomnienia.

<Monika: małe sprostowanie. Ponieważ zdecydowanie muszę już iść spać to z wielką ochotą swoją część notki napiszę jutro po południu, w przerwie między zajęciami. Ale żeby wszystkiego nie pisać od nowa obiecuję wcześniej przeczytać część Darii ;) >

piątek, 24 listopada

Daria:

W obliczu zaistniałych okoliczności szczęśliwie po prawie trzech miesięcy procesu przekazywania tradycji udało nam się stać Gadz'Artami. Niestety nie mogę napisać, więc przejdę od razu do tej drugiej części wieczoru. Od piątku nazywam się "Endo" (pisane "&(H2O)" więc wszyscy Francuzi czytają "eo"...). Trafiłam do rodziny numer 40, spotkałam swojego Anciena (student drugoroczny), EXa (student trzeciego roku w Paryżu), 1 Archi (najświeższy absolwent tej szkoły), 2 Archi, 3 Archi, Archi Cl187 (czyli że w 1987 został Gadz'artem - dla porównania: my jesteśmy teraz CL212) i jeszcze dwóch Archich, ale nie pamiętam, z którego roku. Bardzo śmiesznie wyszło, bo jeden z tych bardziej leciwych Archich zapytał w jakich językach mówię i okazało się, że po trzech miesiącach znalazłam kompana do rozmowy po włosku. To był bardzo przyjemy wieczór podczas, którego przelane zostały hektolitry dobrego szampana. Następnym etapem był Foy's - jedyna dyskoteka w promieniu 150 km. Warto dodać, że do czasu było to dla nas jedno z miejsc zakazanych na terenie opactwa... Chyba nie przesadzę, że była to najgrubsza impreza jaka dotąd się tu odbyła. Wnioskuję to po stanie współlokatorek. Monikę zgubiłam już na samym początku wieczoru. (Źle to zabrzmiało :D Stan współlokatorek: Rachel i Soni - ja po prostu zniknęłam z pola widzenia Darii i bawiłam się gdzieś indziej...)
Robiąc sobie przerwę od tańcowania, znalazłam jakiegoś Anciena spadającego ze schodów w naszym pokoju. Okazało się, że w dobrej intencji wlazł nam na piętro co by ratować naszą pijaną współlokatorkę. Także razem położyliśmy ją spać. Potem dołączył do nas Pierre i trochę na górze sobie gadaliśmy. Gorzej, że jak Ancien chciał sobie przysiąść to traf chciał, że klapnął sobie akurat na moim wspaniałym drewnianym stoliczku z ikei (dobrze, że nie na kompie). Effekt taki, że łóżko miałam w połowie w wiórkach drewna, a stoliczek ma wyłamane nóżki z zawiasów (następnego dnia wrócił po stoliczek i powiedział, że naprawi). Druga nasza współlokatorka rozcięła sobie palec i została zawieziona do szpitala w Macon, ale o tym pewnie opowie Monika.. 
Ach! Spotkałam Cyrilla, mojego Erasmusa z Łodzi (program mentor). On jest teraz EXem, więc studiuje w Paryżu. Bardzo miło było spotkać kogoś normalnego, ze zdrowym podejściem do tego co tu się dzieje. Cieszę się, bo dodał mi troche otuchy. Oczywiście dobrze było też trochę poplotkować :D Muszę przyznać, że mówi już bardzo dobrze po polsku i zrobił ogromne postępny w nauce języka. Chciałabym mówić tak dobrze po francusku jak on po polsku. (mówisz)

spokojnie, pozowane :P

sobota, 25 listopada

Daria:

Spałam z przerwą na jedzenie do godziny 15. Był to dzień kiedy do Francuzów przyjeżdżały rodziny i znajomi. O 17 ubrani w mundury zaczęliśmy przygotowywać się do oficjalnego przyjęcia, które przygotowywaliśmy. Ustawieni w dwa rzędy wzdłuż głównej drogi prowadzącej do opactwa, tworzyliśmy lożę honorową dla rodziców. Następnie monomem okrążyliśmy dziedziniec, by potem po raz pierwszy zaśpiewać wszystkie hymny (do szkoły, do tradycji, do braterstwa). Bullet, Jan Chrzciciel wygłosił napisaną przez nas przemowę, na koniec której odsłonięty został prezent, który zrobiliśmy (ponad 3 tyg pracy sic!) dla naszych Archich. (ok, my nic przy nim nie zrobiłyśmy, ale szykowałyśmy jakieś dekoracje...)

Peishan, Jeanne, Wera, ja, Kinga, Magda, Gadz'Art prezent

 Później szybki aperitif i wspólna kolacja. Tego wieczoru kelnerami byliśmy my, dużo trzeba się nabiegać by obsłużyć ponad 800 osób.. dlatego pracowaliśmy w systemie rotacyjnym. Rodzice opuścili opactwo ok. godziny 23, a na nas już czekali Ancieni, EXi oraz najmłodsi Archi, by wyciągnąć nas na kolejną imprezę. Szczęśliwie trafiłam na "rodzinę", które ma w miarę poukładane w głowie, więc mój wieczór może nie był aż tak szalony jak co po niektórych. Niemniej jednak było miło. Poznałam kolejnych kilka miejsc z listy zakazanych. Tej nocy poszłam wcześnie spać, jakoś koło 3, bo w niedzielę już o 9 rano kazali nam być w mundurach na dziedzińcu.

to już niestety nie pozowane - Sonia, nasz pokój, parter. Nie - łóżka normalnie stoją na antresoli.

niedziela, 26 listopada

Daria:

Oczywiście wszyscy znów mocno imprezowali dzień wcześniej, więc monom udało się stworzyć dopiero ok godziny 10. Kilka uroczystych przemów, złożenie przysięgi, znowu monome, pamiątkowe zdjęcia - tak minęło przedpołudnie. Po południu wszyscy wybierali się ze swoimi "rodzinami" na obiad, czyli 4 godzinne celebrowanie jedzenia, bo tak to tu wygląda. Jestem zadowolona z tego w jakiej rodzinie się znalazłam. Może i mój Ancien nie jest najżywotniejszą osobą na Ziemi, ale jest w porządku bardzo, a moi Archi są naprawdę spoko. Zobaczę się z nimi znowu w marcu, kiedy to ponoć ma być weekend z nimi. 
Po całym dniu w mundurze i chodzeniu w butach na obcasie myślałam, że odpadną mi stopy. 
Żadnych lekcji nie tknęłam nawet przez ten weekend :)


Dla zainteresowanych, artykuł o naszym Baptemie w lokalnej gazecie.

O, pięknie :) To ja jutro napiszę swoją wersję weekendu i pokażę Wam jeszcze inne zdjęcia :)
Dobranoc!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz