niedziela, 4 listopada 2012

3 listopada


19 i pół godziny, 11 przesiadek i tak oto z Barcelony jestem z powrotem w Cluny.
Ale może po kolei, bo mam sporo zaległości w opowiadaniu.

środa 31 października (Halloween!)

Na śniadaniu w hostelu poznałam Polaka, Wojtka z Krakowa, z którym uparcie rozmawialiśmy po angielsku zanim się połapaliśmy, że po polsku będzie nam łatwiej. Chcieliśmy kupić całodniowe bilety komunikacji miejskiej i w tymże celu nawet wybraliśmy się na stację metra. Tam okazało się, że był strajk metra, autobusów, tramwajów i nawet taksówek. Postanowiłam więc połazić trochę.



Mercat de St Antoni


Sant Pau del Camp


życzę dzieciom miłej zabawy na takim placu

Park Tres Xemeneis

Park Tres Xemeneis


Museu Maritim de Barcelona

Palau Güel





W południe trochę już zmęczona i głodna wróciłam do hotelu coś na szybko zjeść i odpocząć. W jadalni do mojego stolika dosiadła się trójka Węgrów, dwoje z nich od 9 lat mieszka w Australii. Całkowicie szaleni ludzie. Wynajęli swój dom w Australii 4 miesiące temu i od tego czasu podróżowali po Argentynie, Chile, Boliwii i Ekwadorze oraz przeszli trasę Camino (100km!!!) w Hiszpanii. Zapytałam czy nie chcą się ze mną wybrać na free walking tour (oczywiście, że chcieli) i tak zaczęła się nasza znajomość. 

plac w stylu neoklasycznym, na którym znajdują się dwie latarnie zaprojektowane przez Gaudiego

W Barcelonie były dwie główne drogi.  Tu widać resztki tej drugiej, podrzędnej . Przy drodze chowano zmarłych, żeby każdy przechodzący czytając nagrobek wspominał zmarłego.



Casa de la Ciutat. MIejsce pod intensywną obserwacją policji. Z racji tego, że mieści się tam siedziba rządu , to tutaj dzieją się wszelkiego rodzaju manifestacje.

Pl. del Rei. Pałac władcy katalońskiego Wilfreda I Włochatego, który uważany jest za założyciela nacji. 





Na tym placu dowiedzieliśmy się dlaczego tak właśnie wygląda flaga Katalonii. Otóż, podczas bitwy Wilfred I Włochaty został ciężko ranny w brzuch, żeby zatamować użył 4 palców prawej dłoni, które następnie wytarł w złoty materiał, swoją banderę. 
Tu możemy podziwiać wspaniały dar Picassa dla miasta... Te dwa większe ludki są symbolami/patronami miasta.
tu się nasza przewodniczka prdukuje

A to dwie bardzo charakterystyczne rzeczy dla Barcelony.
Z lewej: figurka srającego pastucha, mająca przypominać o tym, że w chwili ogłoszenia narodzin Jezusa na pewno był ktoś kto w tym momencie się wypróżniał oraz przypomina o tym, że wszyscy są równi. Obowiązkowo obecna w każdym domu, jest częstym bożonarodzeniowym prezentem. W zależności od mody można dostać srającego Obamę, Madonnę, Shakirę...
Z prawej strony: W Barcelonie nie mają choinki na święta. Oni mają kawałek drewna, który dzieci na tydzień przed świętami dokarmiają i to on przynosi im prezenty..

Kościół, na którym postanowiono zostawić zniszczenia wyrządzone podczas faszystowskiego zrzutu bomby na Barcelonę. Zginęło 50 dzieci będących w szkole podstawowej tuż obok.
Dziewiętnastowieczny projekt latarni na ulicy Ferran.
Plac Goerga Orewlla. Tutaj mieszkał będąc w Barcelonie. Był to pierwszy plac w Barcelonie, na którym zainstalowano monitoring. W centrum stoi rzeźba przedstawiająca kobietę... interpretowana inaczej jako oko rządu nadzorującego, to co na placu się dzieje. A dzieje się pewnie niemało wieczorami biorąc pod uwagę fakt,  że jest to miejsce handlu narkotykami. Plac był inspiracją do napisania "1984".


Po prawej pozostałości po bramie wejściowej do Barcelony., po lewej pozostałości po akwedukcie.

Tutaj artysta chciał upamiętnić akwedukt, który niegdyś tędy prowadził. Gdy Barcelona została założona przez Rzymian nazywano ją Barcino.
Catedral


Wnętrze kościoła Sta Maria del Mar. Jedyny egzemplarz architektury w stylu czystego gotyku katalońskiego. Kościół wybudowano w zaledwie 55 lat!

Pl fossar de les moreres. Plac wybudowany cmentarzu gdzie gromadzone były zwłoki obroniców miasta za czasów wojny o sukcesję hiszpańską (1714).
z Krisem
pizza paco
Od lewej: Réka, Archi (FIlipiny), ja, Krisztian,  Balázs

Trafiliśmy na paradę Halloween











czwartek 1 listopada

Od rana pojechałam z Wojtkiem z Krakowa na cmentarz. Ten na którym rozgrywa się częściowo akcja książki Zafóna "Cień Wiatru". Oni nie mają tu zwyczaju zapalania zniczy, kładą tylko kwiaty. Pamiętam jak w Polsce Erasmusi z Hiszpanii kupili sobie na wyprzedaży po pierwszym listopada znicze i używali ich jak normalnych świeczek dopóki ich ktoś nie oświecił :D
Plaça d'Espanya

tutaj już cmentarz


Olbrzymi cmentarz więc jeżdżą po nim taksówki..

... a nawet autobusy!

Widok na stadion olimpijski z 1992 roku.



Cmentarz a tuż za bramami przemysłowa część Barcelony.







Potem dzielnica Sarria i muzeum nauki i techniki (<3). 


tarantula

karaluchy

wielka, obrzydliwa ryba w lesie tropikalnym


znowu wielka ryba, chyba nawet większa ode mnie 




I zachód słońca z Tibidabo:





piątek 2 listopada 

Park Guel, Sagrada Familia i shopping. 
















niekończąca się kolejka do Sagrady Familii, a właściwie pół kolejki





"Cap de Barcelona"

27 Avinyó. Zapewne kojarzycie obraz Picassa "Panny z Awinionu". Otóż pod tym tajemniczym numerem 27 na ulicy Avinyó niegdyś mieścił się burdel, który Picasso często odwiedzał i to tam znalazł inspirację do namalowania tego obrazu, a nie jak mogłoby się złudnie wydawać, że w mieście Avignon we Francji.

Picasso "Panny z Awinionu"

"Panny z Awinionu" wersja artysty ulicznego

Dzielnica El Gotic

Palau de la Música Catalana





FC BARCELONA jest wszędzie, są butiki ludzie chodzą w koszulkach, opaskach, plecakach itp w ich kolorach, istne szaleństwo. Są też ludzie, którzy przyjeżdżają do Barcelony tylko po to by zobaczyć stadion

To był fantastyczny weekend. Wypoczęłam, może nie fizycznie, bo codziennie chodziłam po minimum 6 godzin.. Ale nie żałuję, że pojechałam sama. Poznałam wielu ciekawych ludzi. Umiem teraz powiedzieć po węgiersku "szafka kuchenna". Dowiedziałam się, że mieszkam w opactwie Goeorga Clooneya. Usłyszałam wiele ciekawych historii z trasy Camino. Spróbowałam tapas i węgierskiego parikasa. Rozmawiałam po włosku z Chilijką. Poznałam krok podstawowy salsy. Udało mi się ujść z życiem, nie przejechał mnie żaden motocyklista (!). Nie okradli mnie(!). Okazało się, że jednak nawet po katalońsku jestem w stanie zrozumieć kiedy nie mam innego wyjścia, bo ludzie mówią do mnie tylko w tym języku utrzymując, że jeśli będą to robić wolno i wyraźnie, to przecież oczywiste, że da się zrozumieć. Wiem jak moje imię pisze się po arabsku. Wiem teraz kim jest Celia Cruz, Mercedes Sosa i Mondo cane.
Wiem, że to nie był mój ostatni raz w Barcelonie!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz