sobota, 18 maja 2013

10 maja 2013

Daria:

Piątek! Tygodnia koniec i początek!

Sanary i pierwszy w historii tego miasta festiwal wina rose!

Zanim jednak wybraliśmy się na festiwal pojechaliśmy wcześniej na plażę. Mieliśmy to szczęście, że od piątku zaczął wiać bardzo silny wiatr - mistral. Reguła jest taka, że wiatr ten zawsze wieje przez przynajmniej 3 dni, lub 6, albo też 9 itd. Dlatego morze było tak wzburzone, a my świetnie się bawiliśmy skacząc na fale. 

W Bandol się kąpaliśmy, a w punkcie A był ten festiwal (tam też urodził się tata Francois).


Wiało jak diabli.

Ta część plaży była mniej interesująca ze względu na pływające w wodzie algi. 

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zaraz po kąpieli jak tylko wysmaruję się cała kremem to chłopaki obtoczą mnie piaskiem jak rybę panierką...



Tutaj w drodze na festiwal. 

Tak się właśnie cieszymy ze słońca, z wakacji :)








Gdzieś na takim usypisku z kamieni urządziliśmy sobie mały piknik z chlebków i różnych rodzajów tapenad (past z oliwek). To był chyba najszczęśliwszy dzień w życiu Przemka :) nasz chyba też.



Po lewej widać standy festiwalowe. 
Just Rose Sanary to pierwszy międzynarodowy festiwal całkowicie poświęcony różowemu winu. I tak w cenie 5 € przez 3 dni mieliśmy możliwość kosztować win od 40 różnych producentów. Problem jednynie taki, że ja po dwóch pierwszych stoiskach nie czułam już później różnic. Zdecydowanie jednak z chłopakami przekonaliśmy się do różowego wina. Bardzo dobrze schłodzone jest fantastyczne na upały i świetnie pasuje do pasty z oliwek.

Typowa łódka z tych okolic.



Przed odjazdem jeszcze tylko szybko podpis na czyimś samochodzie..

Jeszcze jedna kąpiel w morzu


Jeszcze tylko wydłubać jakieś patyki ze stopy i możemy jechać dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz