niedziela, 12 maja 2013

środa, 8 maja 2013

Daria:

8 i 9 maja są we Francji dniami wolnymi. W tym roku się złożyło tak, że z wolnym piątkiem tworzyło to długi 5 dniowy weekend. Z tej okazji wraz z Danielem i Przemkiem zostaliśmy zaproszeni przez Francois do niego, do Toulonu na te kilka dni. Także w środę o 11 spakowaliśmy manatki i wyruszyliśmy w podróż. Po drodze zatrzymaliśmy się w Lyonie, gdzie podrzuciliśmy do domu Gattuza, no i jak się złożyło zostaliśmy też na obiad. Kolejne 5h30 wesołej podróży w starym peugocie 106 i dotarliśmy na miejsce: Toulon, region Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże (3 pod względem zaludnienia miasto we Francji):


Poznaliśmy przemiłych rodziców Francois. Ma śmieszną mamę, ona pracuje z upośledzonymi dziećmi stąd ma w zwyczaju mówić wolno i bardzo wyraźnie artykułować słowa - dla nas jak znalazł =D. Na kolacje przygotowali dla nas sardynki z grilla z sałatką. 

Taka ciekawostka. Wiecie co to jest? 

Toulon jest od wieków znanym portem wojennym oraz znajduje się tutaj baza francuskiej floty wojennej. Francois podczas swojego stażu w lutym w takiej pracował i to jest kula z łożyska jakie można znaleźć w takich okrętach. Mnie rozmiar tej kuli w porównaniu do tych z jakimi jak dotąd miałam do czynienia zobrazował mi bardzo szybko o rozmiary takich okrętów.

Trochę chodziliśmy. Francois dużo bardziej woli góry od morza, a jego ulubionym sportem jest kolarstwo zjazdowe. No nie ma co ukrywać warunki to ma tam do tego idealne. Skały robią wrażenie, nie wyobrażam sobie z nich zjeżdżać, mnie nie wystarczyłoby odwagi. Sami zobaczycie potem na zdjęciach o jakich górach (skałach w zasadzie) mówię.

Takie tam jak sobie skacze, chyba lubi to zdjęcie, bo sobie w pokoju nawet powiesił.
Po kolacji pojechaliśmy na plażę monako (tak się tylko nazywa i wcale nie jest w Monaco :P ). Jedna z ładniejszych podobno, chociaż trudno znaleźć jeśli nie wiadomo gdzie jest, bo nie jest w ogóle oznakowana.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz