środa, 19 grudnia 2012

19 grudnia

Monika:

Tak bardzo czuję już Święta :)
Może jestem zbyt podatna na sugestie otoczenia, ale jak tak sobie słucham świątecznego radia, szukam prezentów, piszę kartki i widzę te ozdoby wszędzie dookoła to tak, mam w sercu święta ;) Są oczywiście jeszcze inne powody, nawet ważniejsze, ale moje aktualne spostrzeżenie jest troszkę bardziej powierzchowne ;)

Małe spostrzeżenie na dziś: ja wiem, że Cluny jest małe, ale czasami mam nadzieję, że wieści nie rozchodzą się AŻ tak szybko. Tymczasem naprawdę wszyscy tu się znają i wszyscy wszystko wiedzą... I dziś się znowu o tym przekonałam. Mój nauczyciel od mechaniki płynów okazał się być "wolontariuszem strażakiem" i odwiedził ostatnio rodzinę, u której mieszkałam, gdzie wspólnie ucięli sobie pogawędkę na mój temat. A jak to się stało, że wiedział, że się znamy? Bo powiesili sobie na ścianie moje zdjęcie w mundurze z nimi - to jest naprawdę niesamowicie miłe i ciepłe. Fajnie wiedzieć, że jest tu ktoś, do kogo mogę wpaść na herbatę i plotki ;)

Wracając do Paryża...

Niedziela pewnie wcale by się nie zaczęła, gdyby nie nasza (moja i Soni) motywacja, żeby jednak spędzić dzień poza mieszkaniem. Podzieliliśmy się i my we dwie z pakietem biletów na metro postanowiłyśmy ruszyć na Paryż! Później dołączył do nas jeszcze znajomy Soni.
Pierwsza destynacja była moją zachcianką - Montmartre. Wzgórze Męczenników - nazwane tak po męczeńskiej śmierci Papieża Dionizego i dwóch jego towarzyszy. Niegdyś oddzielna wioska, później dzielnica bohemy, artystów, dziś głównie żyła złota dla drobnych sprzedawców i miejsce okradania turystów. Mimo to ta dzielnica jest absolutnie wyjątkowa - widać, że jest zbudowana zupełnie inaczej niż cały Paryż. Między wysokimi budynkami ciągną się kręte uliczki, gdzie na każdym rogu można kupić gorące kasztany. Wszystko udekorowane, wystylizowane, muzyka... W dzień turystyka, w nocy prawdziwe centrum nocnego życia. A na szczycie Bazylika Najświętszego Serca. Zupełnie wyjątkowa. Nie mam zdjęć ze środka, ale jest naprawdę inna niż wszystkie. Nawa główna, ołtarz - tylko tam takie widziałam.

Bazylika Sacré-Cœur (Bazylika Najświętszego Serca) – kościół na szczycie wzgórza Montmartre


To jedno z moich ulubionych paryskich zdjęć. Zrobione gdzieś w pobliżu Sacré-Cœur. Udało się trochę przyćmić wielkość wieży Eiffla. Stamtąd nie jest aż tak wyniosła.


A tu już bardziej światowa część dnia. Zaczynamy naszą przygodę z Avenue des Champs-Élysées. Początek przy Łuku Triumfalnym przy świetle dziennym, koniec gdzieś daleko już przy świątecznych lampkach.

A to właśnie one: Pola Elizejskie. Nie wiem o co tyle krzyku.



Po drugiej stronie Pól Elizejskich: diabelski młyn (ten sam, co w sobotę) i ten ważny pomnik, który nie zostanie jednak opisany, bo zapomniałam czym był...

A tu zdjęcie na pożegnanie z Paryżem. Może nie w najlepszej jakości, ale oddaje klimat tej dzielnicy.
Co do Pól Elizejskich. Nie bawi mnie jakoś paradowanie z uśmiechem przed najdroższymi światowymi sklepami, tym niemniej dobrze jest to zobaczyć. Nie wiedziałam, ze teraz salony samochodowe otwierają swoje sklepy w formie butików na ulicach miast. A jednak. Miłym zaskoczeniem był Jarmark Bożonarodzeniowy gdzieś od połowy Pól. Dużo badziewia, ale równie dużo bardzo ładnych, miłych dla oka rzeczy. I pyszne przysmaki ;)

I tak moja weekendowa podróż po Paryżu dobiegła końca :) Pewnie nie raz ją jeszcze powtórzę.

A teraz, żeby jeszcze bardziej poczuć klimat świąt biegnę na lekcję polskiego dla francuzów, gdzie wspólnie będziemy śpiewać polskie kolędy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz