środa, 23 stycznia 2013

23 stycznia

Monika:

Ok, więc są zdjęcia do kalendarza.Wrzucam tylko kilka, bo jeszcze nie dostałam wszystkich, a poza tym nie wiem w sumie czy te dziewczyny chciałyby, żebym pokazywała tu te zdjęcia, wiec ograniczę się do tych, na których jesteśmy my.
I mam nadzieję, że nikt się nie zorientuje, że te zdjęcia tu są, bo będziemy miały problem. Także kolegów i koleżanki z Cluny, którzy czasem tu zaglądają prosimy o zachowanie tego dla siebie :) Serio.
Grupowe zdjęcie na okładkę :)

Zakładam, że to będzie grudzień.

Inna wersja na grudzień...
I jeszcze jedna wersja na grudzień. Nie wiedziałam wcześniej, że na zdjęciu będą same małe kobietki... Tak to bym się nie zgłosiła ;D

To zdjęcie wszystkich pięknych niewiast z Europy Centralnej i Wschodniej. 5 Polek i 3 Rumunki. Pozostałe nie chciały wziąć w tym udziału... Jak przystało na Europę Wschodnią na zdjęciu SAME blondynki.



A to fotka z czaderskim samochodem któregoś ze studentów chyba. Wera zdecydowanie skradła to zdjęcie!

Na tym zdjęciu nie ma żadnej z nas, ale podobało mi się i chciałam Wam pokazać ;)
Ok. To wszystko na dziś. Daria powinna mieć jeszcze jedno swoje zdjęcie, ale jest u innego fotografa także pewnie pojawi się później :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

21 stycznia

Monika:

Czas z jednej strony wlecze się niemiłosiernie, z drugiej pędzi tak, że ani się obejrzę, a ten rok minie. I to dobrze, niech mija. Nie dlatego, że jest zły, ale dlatego, że jest inny niż sobie wyobrażałam, a niestety nasze samopoczucie często oparte jest na wyobrażeniach.

Dziś napisałyśmy ostatni egzamin, z czujników. Wstyd się przyznać, ale to był jeden z takich egzaminów, na którym zna się odpowiedzi nie znając pytań. To pierwszy taki w mojej karierze, poświęciłam na naukę jakieś 45 minut, zapamiętałam jakieś 80 odpowiedzi i dziś rano je zaznaczyłam. Dziwne uczucie, bo te czujniki mogłyby się do czegoś później przydać. Właściwie to na pewno przydadzą się bardziej niż część rzeczy, których musiałam się tu uczyć.

Co do zdjęć. Miały być fajne, ale tych fajnych jeszcze nie mam. Jest tu taka inicjatywa, że każdego roku dziewczyny przygotowują taki kalendarz, który potem jest sprzedawany, a pieniądze z niego idą na taką studencką organizację humanitarną, która w zeszłym roku wybudowała na przykład jakieś studnie w Afryce.
I nie, to nie jest kalendarz Pirelli ;)
Zdjęcia są ładne, naprawdę ładne, ale niestety jeszcze nie udało mi się ich zdobyć.

Ok, co do weekendu. Połowinki. Czyli kolejna świetna okazja, żeby się zniszczyć. Tak, Daria już co nieco napisała. Ja dodam tylko, że mnie również się podobało. Naprawdę: potańczyłam, pośmiałam się jak głupia, odstresowałam i spędziłam miło czas :) A tu mała fotograficzna dokumentacja z mojej strony:

Jestem pod absolutnym wrażeniem Maćkowej metamorfozy. Wyszło chyba przypadkiem, potem Przemek dokonał małego tuningu, a teraz tak już zostało ;)

Biorę pod uwagę fakt, że Daniel mnie zabije za umieszczenie tu tego zdjęcia, ale nie mogłam się powstrzymać ;D Nie wiem skąd ten "detal, który zabija" znalazł się u chłopaków w pokoju, ale się znalazł, a Daniel wygląda na tym zdjęciu tak przekonująco, że nie mogę wytrzymać ze śmiechu. Poza tym, że to głupi gadżet uważam, że mógłby być całkiem ciekawym przedmiotem do badań dla mężczyzn nad współodczuwaniem kobiecych emocji.

To jest jakiś chłopak, którego ktoś wciągnął do naszego pokoju w sobotę rano, gdyż spał na korytarzu i było mu zimno. Musiałyśmy go trochę rano odsunąć, gdyż przeszkadzał w dojściu do biurka. W sumie wyszło mu to na dobre: pospał i wstał jak nowo narodzony.

A to uradowany Maciek, w sobotę wieczorem, w nocy właściwie, prawie rano. Po naszym powrocie z drugiego dnia imprezy. To było bardzo miłe, herbatka, gitara, pogaduszki ;)

To jest Ania. Anie przyjechała do nas ze swojego erasmusa w Lyonie. I przywiozła nam wąsy. Wszystkim się podobały. Przynajmniej miałyśmy spokój od niechcianych zalotów ;P


Nie wiem, zupełnie nie wiem jak to się stało, że ten znak znalazł się w opactwie, w naszym pokoju, w naszych rękach... ;)
No dobrze, to na dziś to chyba wszystko. Jutro będę walczyć o zdjęcia dziewczyn z kalendarza ;)

niedziela, 20 stycznia 2013

20 stycznia

Daria:

Bal 508

 Ten weekend był mega szalony, odbywał się u nas bal 508. 
Była to impreza organizowana przez 1 rocznych dla 2 rocznych z okazji tak jakby połowinek. Bo tutaj na tej uczelni oni studiują po 3 lata. Wszystko zaczęło się już w piątek wieczorem, najpierw tą bardziej oficjalną częścią. Ubraliśmy się w mundury, zrobiliśmy monome i śpiewaliśmy te tradycyjne pieśni. No a potem wszyscy przenieśliśmy się do Foy'su (to ten klub na terenie opactwa). Dlaczego był to dosyć osobliwy wieczór ? Otóż jest tu zwyczaj, że właśnie w ten weekend 2 roczni golą głowy 1 rocznym. Więc wszędzie na podłodze w klubie walały się włosy. Serio jak sobie o tym przyponę jak czyściłam po tym wieczorze buty, to mam odruchy wymiotne. Enjoy, foteczki szalonych fryzur:

jestę hipsterę

Krzysiu straszy


Przemek

Skinheadzi
tak właśnie się bawią

Taki tam kolega, ale zdjęcie spoko ma.


 Jakoś koło 2 chciałam się zwinąć spać. Ale los chciał, że po raz kolejny już w mojej karierze gdy wychodzę z klubu, bo chcę iść spać to wpadam na Francois.  No i to się potem nigdy nie kończy tak, że idę spać. Więc wróciłam z nim do klubu i finał był taki, że tańczyliśmy przez kolejnych 5 godzin. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Serio! Mam teraz zakwasy wszędzie, ale warto było. 

W sobotę późnym wieczorem była kolejna impreza. Teoretycznie było to bal, ale to była po prostu impreza jak w klubie tym w opactwie tyle, że w wynajętej sali. Impreza była tematyczna : Detal, który zabija. Znowu jakoś się skumaliśmy z Francois i tańcowaliśmy dobry kawał czasu.

Przed...

.. i po. Oto detal, który wymyśliłyśmy z dziewczynami ;) Nie mogę się przestać śmiać z miny Magdy!

Najgorszy komplement jaki usłyszałam tego wieczoru:
- Pasują Ci te wąsy!

Kinga, za nią Francois, a za nim czai się Ancien.

Weronika

Magda

Ania, która przyjechała nas odwiedzić. 

Monika z Pierrem.
Nie wiem kiedy ostatnio powiedziałam coś takiego o czym co się wydarzyło w Cluny, ale: było super!


Monika:

Z mojej strony notka spłynie jutro bądź we wtorek ;) miałam to zrobić teraz, ale weekend był na tyle wykańczający, że chwilową chyba nie chcę do niego wracać ;D mam za to fajne zdjęcia, którymi chętnie się niebawem podzielę.

Dobiegamy już do końca semestru. Jutro ostatni egzamin, niedługo poznamy oceny końcowe. Uf, jeszcze trochę i będę mogła nazwać to ulgą :) 

czwartek, 17 stycznia 2013

17 stycznia

Daria:

Dostałam dzisiaj mailem od Daniele pierwszą porcję zdjęć z Mediolanu. Póki co zdjęcia z telefonu.

Uznawana przez wszystkich i najlepsza forma zapłaty za gościnę.
Z wpisu Daniele na jego fejsbukowej tablicy: " Vodka, politechnika's mug, snow on the roofs.. So polish.. But it's Milan!" (Wódka, kubek politechniki, śnieg na dachach.. takie to polskie.. ale to Mediolian!)


Mgła spływająca na Duomo i ponoć najbrzydsza choinka w historii.

A tu znowu ta uliczka, której nazwy nie pamiętam, ta z tanim antykwariatem 

środa, 16 stycznia 2013

16 stycznia

Daria:

Mam nadzieję, że wszystko (plan zajęć) ułoży się po mojej myśli... i że już niedługo czeka mnie:

byłoby tak suuuper!

sobota, 12 stycznia 2013

12 stycznia 2013

Bonne Année !!!

Daria:

Nie, nie, nie. To wcale nie tak, że porzuciłyśmy bloga! Po prostu odcięli nas od internetu (czasem też od prądu). 

W niedzielę doszło do zabawnej sytuacji wynikającej z różnic kulturowych. We Francji jest taki zwyczaj, że każdemu gdy widzi się go pierwszy raz w roku mówi się "Szczęśliwego Nowego Roku". Różnica polega na tym, że okres ten może wynosić ponad miesiąc. Stąd nic dziwnego, że nasza współlokatorka była, aż tak zaskoczona gdy ona do nas z tradycyjnym: Bonne Année! a Monika do niej w opowiedzi: Taaa... ale jest już po Sylwestrze. ^^

Potem był trzy egzaminy. Jakieś zaliczenia. Nic ciekawego. 

W piątek urodziny Patryka, które wieczorem świętowaliśmy. 

Remy, Przemek i Daniel. 

Nierozłączny duet - Cipri i Mihai

Ona tańczy dla mnie, co nie Magda ? :)

Chłopaki śmieją się, że u dziewczyn w pokoju jest tak dużo rozwieszonych wszędzie ubrań, że wygląda to jakby się wchodziło do lumpeksu. Oto Kinga prezentuję najnowszą dostawę.
Patryk wczoraj miał taką przypadłość...

że na każdym zdjęciu zamykał oczy. 
Kinga zjada salami (szalami), prezent Akosa dla Patryka. 
A tutaj piosenka, którą ustawię sobie na budzik, bo mi chodzi po głowie i Monika mnie już pewnie za to przeklina, bo to jedno zdanie tak się wbija w głowę...


Monika:

Dzień dobry :) Daria się śmieje z tej piosenki, a ja ją lubię. Naprawdę. Chociaż to pewnie nikogo nie będzie obchodzić. W każdym razie od wczoraj jak tylko spojrzę na Darię to słyszę: "Shine bright like a diamond" ;P

Właśnie. Nikt tu niczego nie porzucił! Tak się składa, że powrót do domu sprawia, że człowiek zapomina, że musi tu wrócić. A potem się okazuje, że naprawdę musi. I jest ciężko. Ale o ciężkościach nie ma co pisać, bo próbuję je tu zamieniać w "nieciężkości". Czasem się nie da. Jak na przykład jem pierogi, kapustę babci albo sałatkę świąteczną Mamy. Wtedy za bardzo smakuje i pachnie domem, żeby powstrzymać nostalgię. Na szczęście (i nieszczęście) sałatki i pierogów już nie ma.
Co nowego? Standard, wróciłyśmy do francuskiego inferno: 5 milionów egzaminów i zaliczeń, niezdrowe jedzenie na stołówce (przy tej okazji chciałabym pozdrowić moje jelita, które przegrały sparing z Francją), imprezy, po których jedni wracają w stanie dziwnym, a inni wcale nie wracają. Tak, wczoraj na przykład. Miałam taką kolację z paroma osobami (nie będę się zagłębiać - to taka kolejna z tutejszych tradycji), która skończyła się o północy, później udało mi się wyrwać na chwilę rozmowy z Maćkiem, a później już mnie szukali, bo w ramach tej tradycji musiałam choć na trochę pójść wczoraj na tę imprezę. No świetnie po prostu. To znaczy było miło, ale o tym też już zdążyłam zapomnieć - o tym, jak tu wygląda impreza ;D
Dla zachowania honoru niektórych oszczędzę Wam oglądanie zdjęć z wczoraj. (Pozdrawiam tym samym Daniela ;D).
No dobrze, to tak z życia uczelni, na uczelni itd. A teraz jakieś takie zebrane myśli, których nie mogę za bardzo poskładać w nic konkretnego:

To są korepetycje z programowania udzielane nam przez Kingę. Nie bez powodu się tu znalazły, co zresztą zaraz zostanie wyjaśnione.
To Daria w fazie alfa. Tak to jest jak dziewczyny usiłują się czegoś razem nauczyć. Chyba się udało, ale przez głupawkę wszystko zawsze trwa 3 razy dłużej.
1. D: "Przepraszam, co trzeba pomnożyć przez co, żeby otrzymać 144?"
2. Ktoś: "Myślisz, że A.B (nasza profesor) ma bardziej figurę huby czy Flubbera?"
3. Kinga: "Ja jestem drugim dzieckiem. I do tego z konfliktu serologicznego!"
Magda: "I Ty żyjesz?!"
Daria: No przestań: teraz są na to leki..."

O proszę, a to jest fotografia, która dokumentuje moje laboratoria z konwersji energii elektrycznej. Gdyby ktoś miał wątpliwości co tu robię, to na przykład bawię się samochodami.


To już jest jakiś bardziej zaawansowany etap. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo to jest blog raczej o głupotach niż poważnych technicznych sprawach ;D
Tak, Kasia Tusk zarabia na swoim blogu kilkanaście tysięcy miesięcznie. Jak to się dzieje Daria, że da się zarabiać na pisaniu w sieci i że my nic o tym nie wiemy?!

Ps. (Daria)
Wiem, że można na tym zarabiać. Inna sprawa, że jak Ci mówię jak to zrobić, to mówisz, że nasz blog się do tego nie nadaje =P