18 listopada
Daria:
Dawno się nie odzywałyśmy, ale jak można się było domyślić nie działo nic ciekawego, o czym można byłoby napisać.
Znowu jestem przeziębiona, więc weekend spędzam w łóżku.
Wczoraj z Moniką w stroju niebywale wyjściowym (dresy) poszłyśmy na apero (l'apéritif) do Francois i Pierra. Przed wakacjami na wszystkich świętych obiecali, że przywiozą specjały ze swojego regionu, no i słowa dotrzymali. To jest coś niesamowitego, ale chłopaki bardzo dużo wysiłku wkładają w to, by spersonalizować swój pokój. Co z naszego punktu widzenia wydaje się nieco szalone skoro wiadomo, że mieszkamy tu tylko przez 10 miesięcy... Zmian w ich pokoju zaszło całkiem sporo. Już od progu zobaczyłyśmy ładnie przyozdobione niebieskawymi światełkami świątecznymi dwa piętrowe łóżka. Bardzo ładnie to wygląda, jak taka brama. Na ścianie po lewej wisi ogromny (myślę, że format większy niż A0) plakat reklamujący wódkę. Teraz zbierają wycięte z kartonów logo piwa, które mają zamiar przyklejać do obramowania piętrowych łóżek. Francois wymyślił jeszcze u siebie na górze przy łóżku całkiem sprytny system: nie jest to baldachim, choć trochę tak wygląda, ale z głową zamontowana zasłonka, dzięki, której ma choć odrobinę prywatności. Co jest rzeczą niezwykle rzadką w tymże akademiku. Zebraliśmy się 4 Polaków (ja, Monika, Krzysiek i Przemek) i 4 Francuzów. Ze specjałów południowej części Francji zaserwowano nam anchoiade, czerwoną tapenadę oraz różowe francuskie wino.
 |
| O tak mniej więcej wyglądała nasza przekąska, tylko bez tych wszystkich warzyw po lewej. |
Mnie anchoiade nie przypadła do gustu, bo ma za bardzo wyrazisty słono-rybny smak. Chociaż Monika mojego zdania nie podziela. Z naszej strony daliśmy im spróbować ogórków po francusku (nazwanych przez nich ogórkami z Mc'donalds) oraz kabanosów (na których pełno jest małych flag francuskich, co jest bardzo śmieszne dla Francuzów, bo u nich takie "kiełbaski" nie istnieją).
Resztę wieczoru spędziłyśmy z Magdą Wroną na oglądaniu filmów do prawie 1 nad ranem :) (Ryan Gosling <3 ^^)
W tym tygodniu udało mi się trochę pogadać ze znajomymi z Bordeaux, których poznałam będąc tam na kursie BESTu w kwietniu. Oni są teraz studentami 2 roku, również na ENSAMie. Jest w tej szkole taka tradycja (w każdym z jej 9 centrów), że pierwszoroczni od swojego chrztu do chrztu następnego rocznika nie golą brody, ani nie ścinają włosów. Ma to na celu wzbudzić lęk w przyszłych pierwszorocznych gdy ich zobaczą... Efekt jest taki, że cały drugi rocznik wygląda jak banda śmierdzących barbarzyńców.... ale do czego zmierzam. Zatem w Bordeaux Proces Przekazywania Tradycji dobiegł końca w zeszły weekend, więc dla obecnych drugorocznych jest to czas na radykalną zmianę fryzury. Ponieważ w Bordeaux mają nieco luźniejszy stosunek do tradycji niż tutaj w Cluny, oto jakie eksperymenty chłopaki robili podczas ostatnich kilku tygodni. Enjoy :)
 |
| Sylvain przed... |
 |
| i Sylvain po przemianie... |
 |
| Normalny Antoine... |
 |
| fruzura sprzed 2 tygodni... |
 |
| również sprzed dwóch tygodni, ale po "poprawkach".... |
 |
| z zeszłego tygodnia... |
 |
| i z wczoraj, tuz przed ścięciem się kompletnie na zero xD |
Tu w Cluny ponieważ mieszkamy na końcu świata, drugoroczni nie przejmują się tym, że wyglądają jak zarośnięte małpoludy, więc wyhodowali te brody dużo dłuższe. Nie ma opcji, żeby dało się ich rozpoznać jak je zgolą!