16 kwietnia
Moja mała włoska podróż
Dzień 2 cd
Trzeba Wam wiedzieć, że Jakub jest mega ekonomicznym człowiekiem, który je wszystko. Mówiąc wszystko absolutnie nie przesadzam. Wydawało mi się, że mogę nie przetrwać starcia z miłośnikiem trawy i głów ryby, okazuje się jednak, że mam się dobrze :) Na obiad było więc jakieś zielsko, wyglądające bardzo podejrzanie i ryż z soczewicą. Tanio, zdrowo i uwaga... smacznie!
Dodatkowo po powrocie stąd stanę się pomarańczowa przez ilość jedzonej tu surowej marchwi!
Po obiedzie nadszedł czas na spacer po Maceracie. Wybrałam się na niego w super wygodnych trampkach, które po pierwszych 300 metrach obtarły mi pięty i resztę drogi pokonałam z bólem ;D
Zapytaliśmy pewnych państwa czy mogliby zrobić na zdjęcie. Jak zawsze wywiązała się bardzo przyjemna rozmowa (w moim wydaniu raczej słuchanie, gdyż oczywiście rozumiem, ale nie potrafię im nic odpowiedzieć...), Państwo właściciele pól opowiedzieli nam trochę o tym co robią, jak mieszkają, pokazali gdzie latem urośnie pole słoneczników ;) I mieli słodkie psy.
Z Kubą, Federiką i Pauliną (współlokatorki Kuby):
Dzień 3
Jadąc tu zastanawiałam się czy uda mi się zjeść prawdziwą włoską pizzę. I udało się. Na śniadanie. Z bananami. Na kartonie przed domem w pełnym słońcu popijając zieloną herbatą od kolegów Chińczyków ;)
Później zapadła decyzja o wybraniu się nad morze. To niezwykłe, że jednego dnia jesteś w starym francuskim opactwie, a za chwilę pływasz w Adriatyku... Dużo, oj dużo radości jak na jedną małą włoską podróż.
I nowa dewiza, taka na smutki i narzekania, co zdaje się - bardzo mi się przyda:
"Kto zmierza do nieba, wszędzie widzi niebo"
O proszę, drobna fotorelacja z dnia w Civitanova:
Pewnie dziwi Was dlaczego plaża jest pusta, a jeśli widać w oddali człowieka to ma on na sobie płaszcz i zimowe buty. Tak, nas też to zastanawiało. Byliśmy jedynymi kandydatami na opalanie i kąpiel w morzu, bo "to nie jest jeszcze sezon". W powietrzu 25 stopni, w wodzie trochę mniej, piękne, wielkie słońce, a Włochom najzwyczajniej w świecie jeszcze jest zimno... Pozbyliśmy się więc oporów, w końcu cała plaża nasza i spędziliśmy dzień jak to się zwyczajowo robi na nadmorskich wakacjach. Pozbierałam muszelki. Te uzbierane nad Bałtykiem raczej się do nich nie umywają...
Ancona w oddali...:
Trzeba przyznać, że woda była nieco cieplejsza niż Bałtyk w sierpniu, nie zatrzymało mnie to jednak, bo nie wiadomo kiedy znów miałabym okazję na kąpiel w Adriatyku.
Wybraliśmy opcję zdjęcia z ręki z uwagi na brak kogokolwiek obok. Pozdrawiamy!
Kuba standardowo zaczepiał wszystkich ludzi, którzy pojawili się w promieniu 50 metrów. I proszę tego nie odbierać jak nabijanie się, bo według mnie to jest fantastyczne i bardzo chciałabym mieć w sobie taką otwartość. Dzięki temu taka podróż nabiera smaku, bo ludzie są niezwykle interesujący, mają świetne, nieopowiedziane historie i mogą się podzielić czymś bardzo ubogacającym.
OK, jedna Pani, którą spotkaliśmy nieco nas może zaskoczyła. Polska babcia pytająca czy nie znamy kogoś kto jedzie do Bielska Białej, bo ona chciałaby, żeby ten ktoś przywiózł jej kiełbasę z jej ulubionego sklepu, bo ona już nie może jeść tej oliwy i makaronu... Takie to ludzie mają tęsknoty.
Tak, szalone pamiątkowe zdjęcie z ręki, w morzu, pod słońce, z zasłoniętą połową obiektywu.
Kiedy nadeszła pora na powrót zorientowaliśmy się, że zapominanie kremu z filtrem nie było dobrym pomysłem... Z czerwonymi plecami z głupim białym śladem od kostiumu zebrałam swoje rzeczy, Hołownię rzecz jasna, kabanosy z Sokołowa i muszle i poszliśmy na dworzec mijając po drodze ciekawe roślinki i kościół z wieżą w kształcie latarni morskiej.
Ogromną radość sprawia mi poruszanie się tymi małymi włoskimi uliczkami, z charakterystyczną zabudową. Ale nie mam zdjęć tych uliczek niestety...
W pociągu do Maceraty spotkaliśmy znajomego Kuby. Kolejne małe spełnione marzenie - wyobrażasz sobie starszego Włocha, lekko zgarbionego, z tą bardzo włoską twarzą, w koszuli i swetrze, malarza ze starym ołówkiem w kieszeni i nagle go spotykasz. Jedzie na przeciwko Ciebie opowiadając historie z wojska i pokazują przepiękne, przepełnione symboliką obrazy. Najbardziej urzekły mnie ręce. Powiedział, że uważa ręce za drugą, zaraz po twarzy najbardziej ekspresyjną część ciała. I chyba ma rację. Nie mam niestety zdjęć tych obrazów.
Ale mam zdjęcia panoramy Maceraty:
Spaleni słońcem i niezwykle zadowoleni tym dniem poszliśmy jeszcze odwiedzić kolegów Kuby z Chin, wypiliśmy chińską herbatę, udaliśmy się na Eucharystię i wróciliśmy do domu.
W tym miejscu pozdrawiamy i całujemy gorąco Anię i Kasię Sar, z którymi spędziliśmy wczoraj bardzo, bardzo fajny wieczór na skypie.
I Maćka też pozdrawiamy, a ja całuję i ściskam mocno, bo bardzo Cię tu brakuje. I głęboko wierzę w to, że kiedyś pozwiedzamy razem całe Włochy. Na pewno tak będzie!
A na koniec mała historia-metafora, którą wczoraj usłyszałam i która przepięknie opisuje to, co dzieje się teraz, a w której i wy na pewno znajdziecie coś dla siebie:
Dostajesz rower. Tak naprawdę nie masz pojęcia o rowerach, bo czasem tylko jeździsz nim do sklepu. I musisz na nim jeździć. I starasz się, kombinujesz jak zmieniać przerzutki, aż w końcu ten rower zaczyna Ci się psuć, spada Ci łańcuch, psują te przerzutki, łapiesz gumę... I zniechęcasz się, bo przecież nic na temat rowerów nie wiesz, czujesz, że tracisz kontrolę, że wszystko układa się nie po Twojej myśli. I boisz się, czasem nawet chcesz już zrezygnować Dlaczego? Bo zapominasz, że po prostu musisz nauczyć się naprawiać przerzutki, zmieniać opony i zakładać łańcuch, bo za niecałe 3 miesiące pojedziesz tym rowerem w daleką podróż...
-------------------------------------------------------
Dzień 4
Mieliśmy jechać dziś do Loreto, ale nie pojedziemy tam. Nie jest mi jednak absolutnie smutno, bo wieczorem wybieramy się do Rzymu, gdzie zostajemy do piątku, więc może właśnie ten dzisiejszy dzień nie musi być tak obfity jak wczorajszy i jak te, które tu jeszcze na mnie czekają ;)
Nie wiem jeszcze gdzie będziemy spać, więc myślę, że odezwę się tu dopiero w piątek wieczorem.
Wiem za to, że jutro zobaczę Franciszka! o 10.30 wybieramy się na Audiencję Generalną na Placu Świętego Piotra. Wszystkie potrzebne intencje mile widziane, telefon mam zawsze przy sobie ;)
Co za radość!!!