12-13-14 października
12 października, piątek:
Daria: (i Monika)
Zanim to, co napisała Daria pozwolę się wtrącić z dwoma zdjęciami ze środy, kiedy to postanowiłyśmy wybrać się z paroma osobami na miejsce naszej weekendowej pracy, o którym przeczytacie za chwilę. W mieście zostały ustawione specjalne znaki, które bardzo widocznie wyznaczały granice naszej weekendowej pracy i miejsce składowania naszych materiałów, z których to później korzystaliśmy. Oto przykład:
 |
| Parkowanie zabronione. Wyzwanie Gadzartów od piątku 12/10 do niedzieli 14/10. |
No dobrze, teraz możemy wziąć pod lupę piątek:
Dzień drzwi otwartych w naszej szkole. Wszyscy pierwszoroczni byli podzieleni na różnych stanowiskach przyjmujących grupki ciekawskich gimnazjalistów. Jako, że obie z Moniką zostałyśmy przydzielone do specjalności drewno
(tak, dobrze przeczytaliście... moją i Darii specjalnością w tym roku jest DREWNO), tego dnia obie (tylko w różnych godzinach) stałyśmy na stanowisku rozwijarki do drewna. Pewnie nie wiecie o czym w ogóle mówię. Zatem zrobimy Wam krótki odcinek "How it's made" :)
(dla ułatwienia dodam na początek, że jest to taka wielka temperówka)
Jak myślicie w jakich sektorach życia codziennego wykorzystujemy drewno ? No np na rynku, do czego go używamy ? Albo gdzie je znajdziemy w hipermarkecie ?
 |
| Na rynku: opakowanie na warzywa. W hipermarkecie: pudełko na camemberta. |
 |
| Tak wygląda kawał drewna przed obróbką. |
 |
| Drewno w trakcie obróbki. |
Maszyna, która tnie drewno na takie cienkie plasterki działa tak jak temperówka (o, jednak to zostało napisane). Tylko taka bardzo duża temperówka. W przypadku tej rozwijarki to temperówka jest przymocowana na stałe, a obraca się drewno. Oto jak taka maszyna działa.
Efektem jest plasterek drewna o grubości 1, 3 lub 5 mm. Drewno jest mokre, bo wcześniej moczone jest w wodzie o temperaturze 60 stopni Celsjusza. Dlaczego ? To proste, sprawa wygląda jak z masłem prosto z lodówki trudno je pokroić, ale gdy trochę poleży nóż łatwiej w nie wchodzi. Gdy drewno jest suche trudno je ciąć i często pęka.
Z tych plastrów klejonych wielowarstwowo tworzy się np pudełko na ser camembert. Zwróćcie uwagę na to jak chytrze jest to robione. Z wierzchniej strony drewno jest czyste i białe, takie żeby zachęcić klienta do kupna i żeby nie było problemu z nadrukiem. Ale z drugiej strony to już sobie pozwalają na drobne defekty jak np. sęki. (po prostu sklejają dwie warstwy: jedna jest z lepszego jakościowo drewna i z dokładniejszej skrawarki, a druga trochę gorsza).
Powiem, że spodziewałam się tłumów, a za dużo ludzi nie przyszło. Ogólnie dobrze przygotowana, źle rozreklamowana klapa.
Od siebie dodam, że przerażona rozmową z francuskimi gimnazjalistami postanowiłam ukryć się za maszyną, w związku z czym kolega i koleżanka mówili i odpowiadali na pytania, a ja wyrobiłam do perfekcji umiejętność obsługiwania skrawarki!
Tego samego dnia o godzinie 18.30 punkt (pile - poile) rozpoczęliśmy nasze Grand Défi.
Przed któym poszłyśmy do rodziny, u której mieszkałam, żeby pożyczyć narzędzia potrzebne nam do wykonania naszego Wielkiego Wyzwania.
Dostałyśmy widły, łopatę, motykę, grabie, pędzle, młotki i takie tam...
13 października, sobota:
Grand Défi czyli wielkie wyzwanie. 24 godziny ciężkiej fizycznej
pracy non stop. Bez czasu na sen. Chyba, że ktoś jest skrajnie wyczerpany. Po prostu co roku pierwszoroczni studenci robią coś dobrego
dla miasta i merostwo (mer to taki francuski burmistrz) wymyśla to
"wyzwanie". To taki rodzaj rekompensaty za to, że w 4700
miasteczu, żyje 500 studentów i robi niezły hałas...
Ja uważam, że to żadna rekompensata. Raz pierwszoroczni dostali do zrobienia amfiteatr, raz jakąś drogę…
Nas natomiast chyba naprawdę bardzo nie lubią, bo dostaliśmy 5 razy tyle, co zeszłe lata.. Na moje oko jest to wielkie wykorzystywanie
190 studentów, którzy w 24 godziny wykonują dla miasta za
darmo pracę, która kosztowałaby normalnie grube pieniądze…
 |
| na chwilę przed rozpoczęciem... |
 |
| piątek 18.00 - jeszcze było nam do śmiechu... |
Oto lista życzeń (którą udało nam się spełnić!):
1.
Odnawialiśmy schody takie z
ziemi, prowadzące pod górę, taką serpentyną na szczyt wzgórza (wejście po nich
zajmowało ok 5 minut - tak, żeby sobie wyobrazić długość)- tzn trzeba było
wykopać 10 cm ziemi (każdy "schodek" wielkości metr/2 metry), a potem
wywozić ją po tych rozoranych schodach taczkami na górę ( dosyć sporą górę),
później wysypać to żwirem, później ubić taką specjalną ubijarką, a później
zrobić poręcze drewniane, z wcześniej przygotowanych przez nas belek. Wszystko
oczywiście dokładnie wymierzone i stabilnie zamocowane – poręcze i ograniczniki
do schodów wmurowane cementem (który też robiliśmy i zwoziliśmy w dół po tych
schodach).
 |
| Tu widać kawałek mojej nogi i pół schodka w trakcie nanoszenia tego nieszczęsnego żwiru. Z wcześniejszych etapów nie mam zdjęć, bo było za ciemno. |
 |
To Daria śpiąca na Magdzie. Końcówka schodów, ok 11.00 w sobotę. W końcu słońce.
Nie spałam! Oczekiwałam na nową porcję żwiru! |
 |
| Jeden z wielu odcinków schodów pod koniec prac (bo jest już część barierki). |
 |
| Schody z góry już bardzo pod koniec pracy. |
2.
Odnawialiśmy schody przy domu spokojnej
starości, zniwelowaliśmy wszystkie krawężniki tam i zmieniliśmy to tak by
wybetonować pod kątem 4% ( żeby można było podejść z takim stołkiem dla
starszych ludzi). Dookoła tego domu zrobiliśmy też ścieżkę, później stół, żeby
dziadki miały gdzie siadać (ale to już na takiej platformie przy tych dużych
schodach z punktu 1, po uprzednim wykopaniu 10 cm ziemi z tej platformy),
odnowiliśmy, umalowaliśmy i polakierowaliśmy altanę na terenie tego domu
starców.
3.
Wyczyściliśmy wszystkie pobliskie mury (takie
kamienne na 3 metry, i przy tych schodach i takie mniejsze przy tym domu – nigdy
wcześniej nie widziałam szczotek z metalu…)
4.
Przycięliśmy ciąg żywopłotu
wokół szkoły podstawowej
5.
Odnowiliśmy ścieżkę jakąś tam
długości 300m, zrobiliśmy krawężniki i nałożyliśmy na nią asfalt.
6.
Przekopaliśmy pole po
pokrzywach, zrobiliśmy dwa tereny do gry w bule (tak, oni to lubią…),
wyrównaliśmy jakieś ogromne połacie ziemi, żeby nie było na nich przypadkiem
żadnych muld i wszystko było jednolite…
 |
| ewentualnie miejsce do przespania się - temperatura jak na zewnątrz, połamane łóżka |
 |
| "obiad" |
 |
| Było tam takie jedno miejsce, gdzie stał taki pojemnik, z którego dmuchało ciepło. Dla najbardziej zmarzniętych pracowników. Ten znak, który widzicie to znak szkoły: AM (Arts et Métiers). |
 |
| Carlos gotuje nam mleko na kawę :) |
Na sukces pracowało 191 osób. Prace
ukończyliśmy na 1h30min przed czasem! Absolutnie nikt z merostwa (ani żaden drugoroczny) nie zakładał, że
nam się uda. Drugoroczni, którzy od czasu do czasu przechadzali się, żeby
ocenić jak posuwają się prace mówili sobie po cichu do ucha, że to co
zrobiliśmy jest zajebiste (N piston!). W
porównaniu do drugorocznych, którzy zwalili swoje GD i musieli poprawiać w
niedziele, to pocisnęliśmy! Wszyscy mamy teraz zakwasy wszędzie. Spałam 14 godzin
i to wciąż mało. Chodzimy jak kaleki. Ale udało się!
 |
| KONIEC!!!!! - na zdjęciu kolejna z części naszej pracy - teren do wypielenia, wyrównania i wysypania żwirem. |
Jeżeli ktoś mi teraz powie, ze nie wiem czym jest praca fizyczna, to
postaram się dobrze zapamiętać zakwasy, które teraz czuję, obtarcia, ból
głowy i zmęczenie, żeby temu komuś powiedzieć, że owszem, wiem, bo
przez 24 godziny biegałam z motyką, kilofem, taczką z betonem i gruzem,
łopatą, widłami i wieloma innymi narzędziami, o których istnieniu
wcześniej nie miałam pojęcia…
Niby odespałam, ale chyba jeszcze
długo będę to czuć. Udało nam się, chociaż absolutnie nikt w to nie
wierzył. Mer, dyrektor szkoły, drugoroczni…
Którzy zresztą cały czas chodzili i patrzyli nam na ręce. Koszmar. Może
jeszcze za mało czasu minęło od skończenia tego, ale nie mam żadnych
dobrych refleksji chyba… No może poza jedną: dobrze, że nie padało…
.jpg)
Wiecie: gdzieniegdzie są wyjazdy integracyjne,
tutaj coś takiego… :)
Myślę, że warto też dodać, że po tym wszystkim, kiedy wróciliśmy o 18 drugi rok chciał nam "pogratulować" naszej pracy. Powiedzieli nam, że przygotowali specjalnie dla nas posiłek. I teraz uwaga: dostaliśmy odgrzewaną w mikrofali lasagne w styropianowych opakowaniach. Jedną na 6 osób. Po tym wspaniałym posiłku większość grupy, nie grupy, a roku udała się do... Quebec Burger (gdzie to z reguły stołują się studenci), żeby zapełnić dziury spożywcze... Z braku miejsca połowa poszła na pizze.
Tego dnia wypiliśmy po jednym piwie, pośpiewaliśmy i au dodo (do łóżeczka!) na 14 godzin.
Ps. Zaliczyłyśmy matmę. Monika na 19,5, ja na 17 (cały czas na 20). Jesteśmy w 30 najlepszych wynikach. Znów jakieś 50 osób nie zaliczyło.