poniedziałek, 17 grudnia 2012

17 grudnia

Daria:

Benvenuti a Milano!

Czyli relacja z podróży do miasta wiecznie we mgle skąpanego. 
(wszystkie ładne zdjęcia, to zdjęcia zrobione przez Daniele)




Parco Sempione
Sobota.

Obudziłam się o 9.23, a o 9.35 miałam pociąg z Macon... Nie wiem jakim diabelskim cudem ten budzik nie zadzwonił. Przez moment miałam w głowie wizję polskich pociągów i myślałam, że dogonimy na następnej stacji, ale dopiero po chwili dotarło do mnie, że TGV to raczej nie dogonimy... W każdym razie udało mi się w bólu, rozpaczy, gniewie, płaczu, stresie i rozpaczy zorganizować z biletami i przejazdami, pojechałam i dojechałam szczęśliwie z zaledwie 3 godzinnym opóźnieniem. Daniele czekał na mnie na dworcu, pojechaliśmy odłożyć moje bagaże, a dopiero potem na wieczorne zwiedzanie.

Dworzec, na który dojechałam - Milano Pl Garibaldi. Podświetlany trójkąt zawieszony ku pamięci Żydów, którzy podczas wojny z tej właśnie stacji byli wywożeni. 
Za nic w świecie, nie mogę sobie przypomnieć nazwy tej ulicy. To tutaj zaraz po prawej jest najlepszy antykwariat w całym Mediolanie. Na moście, na którym stoję ludzie przypinają kłódeczki. 
Potem poszliśmy na kolację do restauracji, na pizzę ( bardzo, bardzo dobrą!). Było bardzo głośno, Włosi są tacy głośni, pani przy stoliku obok zaśmiewała się wniebogłosy. Z kolei do stolika obok podano coś 
dziwnego:

Teraz już wiem, że to focaccia, czyli spód do pizzy, który podaje się zamiast chleba do posiłku.
Potem poszliśmy pod Duomo. Niestety nie było za wiele widać, bo już od mniej więcej godziny 16 Mediolan pokrywa o taka mgła:

Oto kilka zdjęć z Galerii Wiktora Emmanuela (ostatniego króla Włoch, którego pomnik jest na środku placu przed Galerią i który zobaczycie za kilka zdjęć).

Trochę za bardzo mi się ręce trzęsły. Na środku herb Mediolanu.

Oto wnętrze. Jest bardzo dobrze utrzymane, w dodatku bardzo dbają o to by było jednolicie by tę presję luksusu zachować. Np wszystkie nazwy sklepów muszą być napisane złotą czcionką na czarnym tle, istnieją też ścisłe wymagania odnoście wyglądu witryny.
Potem poszliśmy na przefantastyczne lody! Coś niesamowitego! Począwszy od tego, że wystrój gelatterii to było istne marzenie, smaków lodów do wyboru do koloru. Super sprawa! Wzięłam loda w rożku, do którego na spód wlano trochę gorącej białej czekolady, a na wierzchu 3 gałki lodów: róża w białej czekoladzie, crema bologna (nie mam pojęcia z czego to było, ale trochę jak wanilia (?)) i ostatnia truskawkowa. Warto wspomnieć, że jedliśmy lody w środku zimy, za zewnątrz i, że w sumie sporo osób tak robiło, ale jakoś mimo wszystko budziło to zdziwienie w przechodniach. Poprosiłam, by Daniele zrobił zdjęcie, bo inaczej nikt mi nie uwierzy, że naprawdę tak było! :P



Potem chyba jeszcze trochę połaziliśmy i wróciliśmy do domu. A nie byliśmy jeszcze na piwie. Daniele opowiedział mi historię jak to był kiedyś w parku i zobaczył i usłyszał Polaków, którzy z piwem pozowali przy samochodzie policji, i to policjantów zaintrygowało. Daniele wyjaśnił im, że w Polsce zabronione jest w spożywanie alkoholu w miejscach publicznych dlatego tutaj takie z nich chojraki. 

Niedziela.

Trzeba przyznać, że będąc na Erasmusie zaczynasz akceptować rzeczy, których nigdy wcześniej nie wydawały ci się do przyjęcia. Ja idę na ustępstwa żywnościowe i już jem w zasadzie prawie wszystko z tego co nam serwują na stołówce.... Daniele zrobił ustępstwo w stosunków do warunków mieszkaniowych jakie jest w stanie zaakceptować, by gdzieś mieszkać. Także trzeba przyznać, że to czysto studenckie mieszkanko teraz zamieszkuje. 
Widzicie jedno jedyne okno bez połowy okiennicy ? (to też ciekawa historia jest xD) Tam właśnie mieszka Daniele.
GROM pod spodem to jest też bardzo dobra lodziarnia (tam jadłam bacio (w dosłownym tłumaczeniu całus, a tak naprawdę regionalny przysmak czekoladowo-orzechowy), lody o smaku kasztanów mrożonych oraz cytrynę :) ).
Jest to zdjęcie ulicy Buenos Aires. Witryny sklepy z tej ulicy są tak intensywnie oświetlane nocą, że żeby zgasić światło w pokoju trzeba zasłonić te niebieskie zasłony. Problem powstał gdy pewnego pięknego poranka Daniele chciał otworzyć zasłony i jedna z nich po prostu się urwała. Naprawdę podziwiam, go że dał radę utrzymać tę zasłonę i wołać o pomoc sąsiada, który mieszka obok, ja nie mogłam jej podnieść z ziemi. Śmiesznie przestaje się robić, jak pomyśli się o tym, że coś takiego mogło spać ludziom na głowę, a ilość ludzi przechodzących tuż pod jego oknem (ze względu na lodziarnię) jest nawet wzmożona...

Ryneczek pod Duomo. O ile dobrze pamiętam, to te szynki ze środka są specjałem z okolic Rzymu... 
Ryneczek cd. Tutaj widzimy specjały południa Włoch. 
Nie będę Was zamęczać na raz, bo nie będzie Wam się chciało wszystkiego czytać. Dlatego też...
cdn...

17 grudnia (od godziny)

Monika:

Ojej, taki weekend, że sama nie wiem co tak na szybko napisać ;D
Było bardzo specyficznie, ale świetnie się bawiłam, jestem zmęczona jak dawno nie byłam, ale byłam w Paryżu!!!!!!!!!!!
Ponieważ wróciłam godzinę temu, a jutro przecież są normalnie zajęcia to paryskie historie i zdjęcia zostawię na później. Najprawdopodobniej na wtorek, bo jutro chyba będziemy musiały się uczyć...
Dobrze, że zdarzają się takie weekendy - to zdecydowanie rekompensuje wszystko to, co dzieje się między tymi weekendami w tej wspaniałej dziurze z wielkim opactwem.
Ale żeby zakończyć optymistycznie: jestem bardzo zadowolona z tej podróży :)

niedziela, 16 grudnia 2012

15 grudnia

Daria:

Po raz pierwszy w zyciu zaspalam na pociag. Koniec koncow udalo i sie dojechac do mediolanu (6h30 jazdy i 2 przesiadki ^^).
Daniele odebral mnie z dworca, mieszka w samym centrum. Moge powiedziec, ze zwiedzilam Mediolan i Buenos Aires, bo na takiej ulicy wlasnie mieszkam :P
Jest super, jadlam przepyszna pizze, a potem inny tradycjyny wloski deser, ale to pokae dopiero na zdjeciu, bo inaczej nie zrobi wrazenia :D
Jest super, bardzo sie ciesze, ze wyjechalam! Daniele jest super przewodnikiem, pomimo faktu, ze robi ze mnie czasami glupka, jak np przed katedra Del Duomo.
Daniele powaznym tonem - Wiesz dlaczego ten witraz nie jest podswietlony ?
Ja - Nie.
Daniele - Ja tez nie xD


sobota, 15 grudnia 2012

14 grudnia

Daria:

Dzisiaj po raz pierwszy nauczyłam się słowa po francusku, którego znaczenia nie znałam po polsku. Tzn. z dziedziny życie codzienne raczej niż z zakresu technicznego, bo w takiej konfiguracji to nic nowego =P

Słowem tym jest: NASIQUE. Kolega (ten od nóg w plecaku) z kolegi się naśmiewał, że ma taką twarz i że go bardzo przypomina z zachowania. Dla zobrazowania: 

Nasique  = nosacz
Najważniejsze to trafić na  produktywną grupę na laboratoriach!

czwartek, 13 grudnia 2012

13 grudnia

Daria:

Nawiązując jeszcze do Święta Światła. Udało mi się spotkać z moim Erasmusem z zeszłego roku, Maximem, który studiuje na tej samej uczelni co my tylko jest teraz w Paryżu. Oto filmik, żeby pokazać Wam jakby to pięknie wyglądało gdyby nie trzeba martwić się było czy za chwilę nie zostaniesz stratowany przez tłum...

A tutaj oficjalny filmik z DailyMotion. Zaczyna się coś dziać dopiero od 1 minuty.

I jeszcze kilka zdjęć.
Jeszcze zanim się impreza rozkręciła, bo było jasno.

Nienajlepsze zdjęcie z ręki :P

Holly 168 udaje świętą, ale aureola od niej ucieka.

Urocza uliczka w serduszka.

Mój średnio szczery uśmiech, trochę wyrażający to, że zaraz oszaleję przez te tłumy.
I na koniec zdjęcie tygodnia :) Ostatnimi czasy trochę mroźnie jest w Cluny. Dlatego zdarza się, że w niektórych salach jest bardzo zimno, więc siedzimy w płaszczach. Na zdjęciu kolega wymyślił co zrobić, gdy jest ci też zimno w stopy...

Trust me, I'm an engineer! ^^
Ach! Jeszcze jeden absurd jakich mało!Skandal we Francji: nowa miss jest biała! Jury konkursu zostało oskarżone o rasizm... Ponoć wybrali dziewczynę o "urodzie nietypowej dla dzisiejszej Francji".

 

niedziela, 9 grudnia 2012

9 grudnia

Monika:

"Światło to symbol życia, wieczności, radości i nadziei. Nic dziwnego, że festiwale światła łączą się zazwyczaj z najważniejszymi świętami.
Korzenie lyońskiego festiwalu sięgają połowy XIXw. i związane są z figurką Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia, która, wykonana ze złota, znajduje się na szczycie tamtejszej bazyliki. Początkowo nie można było jej tam umieścić z powodu huraganu, a następnie olbrzymiej powodzi. W końcu jednak, 8. grudnia 1852r., udało się. Mieszkańcy miasta na pamiątkę tych wydarzeń zapalali więc co roku w swych oknach lampki i świeczki. Dziś artyści i specjaliści od oświetlenia dosłownie malują światłem całą stolicę regionu Rodan-Alpy.
Przez cały weekend Lyon oświetlony będzie niemal jak lunapark, każdy zakątek rozbłyśnie strumieniem kolorowych świateł. Place i ogrody zostaną zapłełnione ekranami migotliwych obrazów."
Ok, to jedna z wersji. Znamy też taką, że kiedyś we Francji była dżuma i mieszkańcy Lyonu chcieli jej uniknąć. Postanowili więc pomodlić się  do Matki Boskiej i wystawić w oknach świeczki. Tak oto dżuma przeszła obok Lyonu, a mieszkańcy do tej pory co roku na pamiątkę tego wydarzenia zbierają kupę forsy od przybyłych turystów.
Historię będę opisywać pod zdjęciami, tak chyba będzie bardziej przejrzyście, ale z grubsza: nigdy nie widziałyśmy naraz chyba tylu ludzi, straszliwie dużo, po prostu ogrom. W pierwotnych planach miałyśmy iść zrobić świąteczne zakupy, ale po 1 okazało się, że we Francji jest przecież dużo drożej..., a po 2 po jakimś czasie w tym tłumie, kiedy wszyscy mnie szturchali myślałam, ze wybuchnę, więc wyszłyśmy z tego całego centrum handlowego. Może to trochę kwestia tego, że od 3 miesięcy mieszkamy w zapomnianym miasteczku, ale to, co działo się wczoraj w Lyonie to było istne szaleństwo...
Poza tym nie chcę być znowu zbyt krytyczna, ale to święto jest trochę przereklamowane. Dużo gadania na ten temat, miliony ludzi, pełna komercja, a szału nie było... Ładnie, ciekawie, ale czy naprawdę aż tak? Tak czy inaczej warto było zobaczyć, być tam, przekonać się :)

To jest początek naszej podróży. Pojechaliśmy wszyscy, w 10, więc dwoma samochodami. Oczywiście zgubiliśmy się nawzajem, więc były nerwy, ale koniec końców dotarliśmy do całkiem przyjemnego parkingu, z którego od razu pod nosem mieliśmy metro do centrum.

To chyba wygląda tak normalnie, nie ma to nic wspólnego z jakimś dodatkowym światłem. Myślę, że to jest Universite Lyon III. ale pewna nie jestem.
Jako jedną z atrakcji (po podzieleniu się na 7 różnych grup, zgubieniu parę razy i w ogóle wielkim szaleństwie) wybraliśmy sobie wielki diabelski młyn. Nigdy nie byłam na czymś takim, nawet jako dziecko. A szkoda, bo dało mi wczoraj wiele radości. I piękne widoki. I prawię umarłam ze strachu.

widok z góry

widok z góry

znowu widok z góry

Akos i ja. Przewiało nas tam na górze niemiłosiernie, a jeszcze Akos żartowniś bujał i obracał naszym koszykiem, w którym siedzieliśmy. Tak, byłam bliska paniki. Ale warto było ;)

To tak, żeby pokazać jakie bezpieczeństwo zostało nam zapewnione...

jedna z iluminacji na budynkach, nad brzegiem rzeki. to akurat było zjawiskowe.
taki latający świetlny potworek
Orkiestra Mikołajów :)






a na ulicach sprzedawali grzane wino. tu Kinga.

poszukiwania odpowiedniej trasy zwiedzania :)







Droga pod górę, na najwyższy punkt, do Bazyliki Notre-Dame de Fourviere

w bardzo wielu oknach ludzie powystawiali sobie świeczki. dało bardzo uroczy efekt.

Widok z góry na Lyon




A to właśnie ta Bazylika.

Cały wieczór widziałam ten napis z drugiej strony, z dołu,ze starego miasta. Na koniec kiedy wdrapaliśmy się już na górę zobaczyłam go od drugiej strony. To trochę śmieszne, że w laickiej Francji na szczycie góry świeci wielki napis widoczny z całego miasta: "Dziękujemy Maryjo"...


powrót ;)
A na koniec: znalazłam jeszcze krótki film. Daria przed egzaminem z czegoś tam znalazła sobie sposób na odstresowanie ;)