6 września
Dobry wieczór :)![]() | ||||
Monika:
Tym razem na początku rzeczy bardziej zabawne, a później małe podsumowanie dnia :)
- Po naszym opactwie latają nietoperze; za pierwszym razem jeszcze nas to ruszyło, ale teraz nietoperz na korytarzu nie robi już takiego wrażenia. mam nadzieję, że to plotki z tymi włosami...
- Meksykanie przywieźli ze sobą mnóstwo paczek suchego mięsa. Wygląda średnio, ale smakowało naprawdę nieźle.
- Co do Meksykanów: jeden z nich: Carlos (wspomniany wcześniej Pan Pszczoła, który wszystko przesypia i absolutnie nie ogarnia co się tu dzieje) poza tym, że pokazał nam swoje sztuczne zęby (poprzednie wybił jak był pijany...), za które zapłacił 12tys dolarów, to pokazał nam też paczkę lasek wanilii, którą ze sobą przywiózł, bo... jego Tata je sprzedaje. Postanowił tu nimi handlować - podobno całkiem dochodowe.
A to też on: przywiózł sobie z domu czapkę na zimę, żeby nie zamarznąć w opactwie:
- Nasi polscy koledzy w ramach odstresowania puścili sobie ostatnio film: "Pirania 2D". Nie trzeba tu nic więcej pisać - po prostu jeśli kiedyś się na niego natkniecie, zrezygnujcie od razu.
-Mamy tu takiego przyjemnego afroamerykańskiego kolegę - Nouradina, mieszka z Polakami. Spał ostatnio 20 godzin i nic nie było w stanie go obudzić. Kiedy wstał nie wiedział jak ma na imię i zapytał chłopaków czemu piją piwo tak z samego rana. Ku jego zdziwieniu okazało się, że jest już 20. Nie wiem czy ta historia tak opisana wydaje się ciekawa, ale my mieliśmy ubaw.
Ok, nastąpił czas na podsumowanie:
Kolejny francuski dzień chyli się ku końcowi. To znaczy tak myślę, bo nie wiem jeszcze co mnie czeka po powrocie do pokoju ;) Aktualnie panuje szał internetowy, bo dziś nadszedł dzień, w którym to w akademiku miał pojawić się internet. W związku z tym nasz pokój zamienił się w jakiś gabinet specjalistyczny dla informatyków, wszędzie komputery, kable, switch, a do tego standardowy akademicki bałagan. Mam najlepsze wifi ever: mój 5-metrowy kabel zwisa z antresoli przez cały pokój. A to wszystko po to, aby uniknąć zaglądających przez ramię ludzi na dole. Tzn. póki co jest tam tylko Daria, ale tu nigdy nie wiadomo co wydarzy się za 5 minut...
Dziś mogliśmy doświadczyć pracy w 9-osobowej francuskiej grupie. Przez 6 godzin, może nawet 7 opracowywaliśmy już drugi w tym tygodniu przypadek. Wczoraj trafiłam na korpus od silnika w Peugeot (póki co - magia), dziś w ramach tematów bardziej społecznych na zależność sztuki od firm (mecenat, partnerstwo itd.). Owszem, było męcząco, ale w perspektywie całej tej współpracy mogę powiedzieć, że było fajnie. Fakt, mamy zupełnie inne systemy działania, inne sposoby podziału pracy, inne skojarzenia, ale da się coś z tego skleić. Nie byłabym sobą, gdybym trochę nie ponarzekała: bardzo wolno wszystko robią. Uważam, że gdyby dostała taki temat nasza polska grupa, opracowalibyśmy to w 3 godziny, a nie 6. Ale pewnie ma to też swoje wady. Póki co jest mi się ciężko przestawić na słuchanie tak szybkiego, potocznego francuskiego przez tak długi czas i na to, że nie zawsze umiem im przekazać wszystko, co tkwi w mojej głowie, ale to na pewno przyjdzie z czasem :)
Odkryłam jeszcze jedną rzecz, która powoduje tę różnicę między naszym i ich myśleniem: oni są w większości 3 albo 2 lata młodsi. To niby nic, wiem, ale jak dodamy do tego te klasy przygotowawcze, kiedy to spędzili 2 lata tylko i wyłącznie zakuwając - różnica staje się widoczna. Nie waloryzuje tego, bo nie wiem co jest lepsze czy bardziej efektywne - póki co po prostu staram się nauczyć tych różnic.
A na koniec nasza nieudana drzemka, która nie wyszła z powodu hałasu...




































