wtorek, 4 września 2012

3 września



Monika:

Od razu trzeba zaznaczyć, że OPÓŹNIENIE w poście wynika z tego, że piszę to w pokoju bez Internetu, w wordzie, po to, żeby przy odrobinie szczęścia wrzucić to potem na bloga. Absolutnie i definitywnie chcę do domu. Jesteśmy w samym środku wulkanu. Nie wiem kiedy to wszystko wybuchnie, ale jest masakra. Ale od początku:
Ok 8.30 zaczęliśmy rejestrację. Francuski porządek i zmysł organizacyjny był dobrze widoczny wśród 20 stanowisk, przez które mieliśmy przejść. Nikt nic nie wiedział, każdy prosił o co innego, odsyłali nas gorzej niż w polskich urzędach. Warto dodać, że bardzo się przy tym wszystkim śmiali, żartowali i wcale nie dziwiło ich to jak wielki burdel stworzyli. 

Wypełniłyśmy milion papierów z danymi, zrobiono nam okropne zdjęcia z zaskoczenia, które po chwili znalazły się w dokumentach – karcie studenckiej i karcie obiadowej. Nabiłyśmy sobie od razu kasę na obiad, ale nie mogłyśmy z niej skorzystać, bo kantyna była przecież zamknięta. Obiadu też nie dało się zjeść na mieście, bo przecież od 12 do 14 jest przerwa, właśnie wtedy, kiedy ludzie chcą zjeść. Koszmar. Ale wróćmy do dokumentów. Nie obyło się bez problemów, bo przecież nikt nie był przygotowany do swojej pracy.

Na końcu czekało na nas pierwsze piętro pełne studentów w dziwnych mundurach, którzy opowiadali o różnych organizacjach i aktywnościach na uczelni. Hałas, bałagan i nic więcej. Trzeba było jeszcze zapłacić jakąś wielką kwotę za pokój, kaucję, ubezpieczenie, sport, Internet… I założyć konto w banku. Ale już po wszystkich. Chociaż nie tak do końca, bo na kartę i książeczkę czekową (tak, tak, tu płaci się czekami) poczekamy jeszcze długo, więc i na nasze dobra doczesne poczekamy długo, bo bez czeków nie zapłacimy za nie ;D Skąd więc mam internet? Przyszłam odwiedzić rodzinę, u której mieszkałam...

W końcu udało nam się to skończyć i zanieść bagaże do pokoju. Nie ma co za dużo o nim pisać, po prostu pokażemy zdjęcia. Jest wspaniały.

Prysznic - noga dla porównania wielkości kabiny, chociaż i tak na zdjęciu prezentuje się lepiej.
Jeden prysznic- 8 dziewczyn.



ok, to nie jest jeszcze takie złe, ale nie można się myć bez ubrania, bo (czego tu nie widać) nie ma obok ścian.
każdy kiedy chce może tam sobie wkroczyć.

nasze biurka (1 na mnie i Darię, drugie dla koleżanek) przed rozpakowaniem.
biuro po rozpakowaniu :)

schody na antresolę, na której znajdują się łóżka, strażak je chyba wymyślił

te same schody z góry - każde wejście i zejście to wyzwanie.

Daria i kaloryfer - i tak nic nie da, bo okna mają ze 200 lat. A żeby ustawić temperaturę trzeba dosięgnąć samej góry tego kaloryfera. Sięga o sufitu.
widok z okna 1

widok z okna 2

antresola przed rozpakowaniem
 

antresola po rozpakowaniu - łóżka Soni i Rachel
antresola po rozpakowaniu - łóżko Darii i moje




A to nasza szafa. M po lewej, D po prawej. W sobotę jedziemy do Ikei, do Lyonu kupić jeszcze jedną.


Przedstawili nam plany na najbliższy tydzień, codziennie pełno głupot. Niby po to, żebyśmy się poznali, polubili i zrozumieli, ale chyba sami nie rozumieją idei jednoczenia ludzi, bo nie da się tego zrobić na siłę… Wiadomo, że poznamy się tak czy inaczej, jest tu dużo różnych, ciekawych osób, ale przez te ich metody traktujemy się niezwykle powierzchownie. Nie wiem czy o takie relacje powinno chodzić w tym ich całym b r a t e r s t w i e.

...

Nie wytrzymam zaraz. Siedzę w moim pokoju, drzwi są wciąż otwarte na oścież, ludzie wchodzą, gadają, wychodzą, wszyscy krzyczą swoje imiona. Nie wiem co jest w tym fajnego, ale życie w akademiku (do tego w muzeum) absolutnie nie jest fajne. Za parę dni zapomnę co to jest prywatność I CISZA. I nie ma co ukrywać – jest tu tak słabo, że aż nie wiem co napisać. Fakt, każdy ma inne zdanie, ale ja osobiście wolałabym być zupełnie gdzie indziej, mimo że wszyscy tu ciągle podkreślają jakie to wartościowe, jaka to prestiżowa szkoła, jakie to szczęście tu być.
Nawet teraz nie ma chwili spokoju, bo co chwilę ktoś podchodzi i gapi mi się w ekran. Nie wyobrażam sobie spania tu, uczenia się, jakiegoś zwykłego odpoczynku… Może zmienię zdanie, póki co – bardzo, bardzo średnio.
Pod koniec dnia zrobili dla nas grilla, starsi studenci. To było miłe – nie powiem, ale czas mija, a wieczór się nie kończy… Wystarczy na dziś, bo poza narzekaniem nic już z siebie nie będę w stanie wykrzesać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz