wtorek, 19 lutego 2013

15 luty 2013

Daria: 

Sevilla


W piątek wybraliśmy się do Sevilli. Położona jest około 200 km od Cordoby, więc szczęśliwie podróż nie była za długa. Zaraz po rozlokowaniu się w hostelu poszliśmy na wycieczkę z ESN Sevilla.

Sevilla - stolica i główne miasto Andaluzji. Czwarte co do wielkości miasto w Hiszpanii.

Plaza de Espagna
Museo Militar
Plac Hiszpański zaprojektowany został w stylu neo-mudejar z elementami art déco, jest bardzo duży. Tworzy on właściwie długi ciąg połączonych ze sobą budynków kształtujących się w półokrąg otaczający calkiem spory plac z fontanną w centrum. Budynek z placem łączą się ponad sztuczną rzeczką łądnymi mostkami. Ściany budynku i mostki są bogato zdobione płytkami azulejo (cienkie ceramczne płytki, najczęściej kwadratowe, pokryte nieprzepuszczalnym i błyszczącym skliwem). Wzdłuż dolnej ściany zobaczyć można takie wnęki, wyłożone ceramiką i poświęcone różnym prowincjom Hiszpanii.

Tutaj wnęka poświęcona Cadiz.
Tu w świetle zachodzącego słońca.


Plac HIszpański jest na tyle charakterstyczny, że inspiruje filmowców. To tutaj nagrywane były niktóre sceny do filmu Gwiezdne wojny Epizod II: Atak klonów.




W zasadzie tak prezentuje się wnętrze prawie każdej knajpy, która ma ogródek. Zwróćcie uwagę na krzesła.
Catedral y Giralda
Gotyca katedra  ( La Catedral de Santa Maria de la Sede de Sevilla ) jest jedną z największych katedr na świecie. To 3 największa, po watykańskiej Bazylice Św. Piotra i Katedrze Św. Pawła w Londynie. Jej początki sięgają 1401 roku, kiedy to (jak to zwykle było) postanowiono zbudować olbrzymią katedrę, która zrobi wrażenie na wiernych. Za czasów Kolumba katedra ciągle jeszcz była w budowie. Pierwotnie budynek ten był meczetem.

Dzwonnica zwana La Giralda była minaretem (wysoka, zwykle smukła wieża stawiana przy meczecie z nadwieszanym balkonem lub galeryjką, z którego muezin, w islamie mężczyna 5 razy dziennie wzywaja wiernych do modlitwy ). Jej wnętrze uwidacznie wpływy islamskie. Do góry prowadzą nie schody, tylko pochylnie ( tak igiełkowo układane cegły ). To po nich muezin wjeżdżał na szczyt minaretu konno. Oj, a jest na co wjeżdzać! Obecny szzyt dobodowano, tworząc tam dzwonnicę. Dzięki temu wieża wznosi się na wysokość 97,5 m.

Panorma z La Giralda.
Wieża z bardzo dużą ilością dzwonów.
Katedra nie ma klasycznego dachu. Z góry z wieży widać tylko kopuły sklepienia.  To dlatego, że tutaj deszcz nie pada zbyt często . W Polsce ponad sklepieniami potzebny jest jeszcze spadzisty dach.





Katedra ma bogto zdobione wnętrza. określany jest mianem największego na świecie. Do jego wykonania użyto ponad 3 tony złota pozyskanego z Nowego Świata. Aktualnie poddany renowacji...
Wewnątrz katedry znajduje się grobowiec Krzysztofa Kolumba. Choć to obcokrajowiec - Genueńczyk, uczczono w ten sposób człowieka, którego odkrycia przyniosły państwu bogactwo.


Pałac  Mudejar (Palacio Mudéjar) zbudowany dla Piotra I przez muzułmańskich kamieniarzy i stolarzy z wykorzystanim specyficznych dla nich, choć nietrwałych materiałów takich jak ceramika, gips i drewno, to znakomity przykład skorzystania przez władców chrześcijańskich z piękna architektury islamskiej. 

Reales Alcazares. Pałac królewski.
Obecny właściciel Alkazaru - Rada Miasta Sewilla, przyznała prawo królowi i jego rodzinie do części pomieszczeń, gdzie mogą mieszkać w czasie ich pobuty w Sewilli.










W ogrodach z Karoliną.



Taką 'czcionką' są pisane nazwy ulic.







Potem z dziewczynami poszłyśmy coś zjeść w takiej małej restauracji. Teraz już trochę więcej rozumiem po hiszpańsku, wtedy jeszcze nic a nic. Więc w moim menu dnia wybrałam sobie dziwną przystawkę, która nie mam zielonego pojęcia z czego była, zupę rybną, ale deser miałam pyszny - crema catalana, zdecydowanie mój faworyt.


Coś przepysznego!

Ja Sewillą jestem oczarowana!

poniedziałek, 18 lutego 2013

13 i 14 luty 2013

Daria:

Disfruta la vida en Valencia!

Cudem zdążyliśmy na autokar! Wszystko dlatego, że we Francji spadło trochę śniegu.

Tutaj zdjęcia z kampusu uczelni Krzysia.


Po południu zotawiliśmy Krzysia w szkole, a my poszliśmy z Przemkiem na wyprzedaże.
Wieczorem spotkałąm się z Clement, którego poznałam na kursie w Bordeaux i tak jakoś razem spędziliśmy czas aż do mojej zbiórki o 4.30 na wyjazd do Andaluzii. 

Niestety to jest najlepsze grupowe zdjęcie jakie zrobił nam barman.

Czwartek

Doba w Cordobie


Jakoś w południe dojechaliśmy do Cordoby.
Kordoba (Cordoba) jest miastem leżącym w południowej części Hiszpanii, w rejonie Andaluzja, nad rzeką Gwadalkiwir. Jest to miasto o dużym znaczeniu kulturowym, przemysłowym i naukowym.
Historia miasta jest niezwykle bujna, ponieważ znajdowało się pod wpływami różnych kultur. Kordoba była kolebką artystów, naukowców, filozofów i myślicieli. To tutaj urodzili się Seneka Starszy, Seneka Młodszy czy poeta Lukan. Ciekawostką historyczną jest fakt, że przez długi okres czesu w mieście współistniały trzy różne cywilizacje: islam, chrześcijaństwo oraz judaizm. 


poniżej Alcazar
Twierdza Alcazar de los Reyes Cristianos, to wojskowy budynek skonstruowany na zlecenie króla.
Znajdują się tu piękne ogrody i dziedzińce, które inspirowane były stylem mauretańskim. Główny hol budynku nazywa się "Holem Mozaiki", ponieważ można tam zobaczyć imponujące mozaiki. W piwnicy znajdują się pozostałości łaźni romańskich.






mój jedyny posiłek tego dnia: tapas (przystawka) - wołowina w sosie z białego wina
W X wieku miasto było największą metropolią na Świecie liczącą pomiędzy 250 000 a 5000 000 mieszkańców. Podczasy gdy mieszkańcy ówczesnego Londynu czy Paryża mieszkali w drewnianych domach, dziesiątkowani przez głów i choroby, bez dostępu do edukacji, w Kordobie sytuacja wyglądałą zupełnie inaczej. Miasto posiadało system sztucznego nawadniania terenu, na jego ulicach kwitły niespotykane dotychczas na starym kontynencie rośliny takie jak palmy, drzewka pomarańczowe, granaty czy awokado. Mieścił się tutaj największy na świecie uniwersytet, 70 publicznych bibliotek, 300 łaźni publicznych, murowane dom dzięki systemowi kanalizacji były zaopatrzone w bieżącą wodę. Edukacja była powszechna. Jak przystało na muzułmańskie miasto znajdowały się w nim liczne meczety. Jedną z ponad 300 tego typu budowli była La Mezaquita. Swoimi romiarami (180 x 130 m) ustępowałą jedynie meczetowi w Mekce.
Wnętrze katedry, w której widać wpływy klutury muzułmaśkiej i chrześijańskiej na architekturę.
Wilki meczet w Kordobie to perła średniowiecznej architektury religijnej islamu, miejsce przyćmiewające inne tego typu budowle. Olbrzymia powierchnia architektoniczna zajmuje 23 400 m2, a wewnątrz zachwyca harmonią można powiedzieć lasu ponad 800 kolumn z marmuru, granitu oraz jaspisu. Łącząc się ze sobą tworzą one dwupoziomowe, podkowiaste arkay nadające wnętrzu meczetu wreżenie lekkości. Meczet w związku z dynamicznym rozrastaniem się miasta i jego stołecznym charakterem stale zwiększał swoje rozmiary. Każdy kolejny władca muzułmański dobudowywał nową część świątyni, stąd można zauważyć wniej wiele różnorodnych elementów charakterystycznych dla poszczególnych epok kultury arabskiej, ale także różnice w poziomach posadzki.





Swoje piętno na budowli odcisnęło w wyjątkowo brutalny sposób chrześcijaństwo gdyż wraz z rekonkwistą   Kordoby (walka chrześcijan o wyparcie Maurów z Półwyspu Iberyjskiego) rozpoczęto częściową przebudowę meczetu na katolicką katedrę.

Tak skomentował to król Karol V:
 "zniszczyliście coś, co było wyjątkowe w skali całego świata i postawiliście w jego miejscu to, co można zobaczyć wszędzie" 


Przed wejściem do kościoła, którego nazwy nie pamiętam. Kamyczki na palmie.


Kwiecista uliczka.



A wieczorem, pokaz flamenco!




poniedziałek, 11 lutego 2013

11 lutego

Monika:

Mam dziś zbiór nietypowych filmików i zdjęć, które z przyjemnością zaopatrzę w niewielki komentarz. Bądź wielki - jeśli nadejdzie potrzeba ;)

Tak teraz wyglądamy, a laboratoria sprawiają więcej przyjemności niż wszystkie inne zajęcia!


A takie rzeczy teraz robimy. Czary.


Pani w Lyonie. Miała przywiązanego buta do nogi. Nie wiem jak mam to skomentować w jakiś inny sposób.
Po prostu miała buta przywiązanego do nogi...
 Mieliśmy ostatnio taki wieczór dla wszystkich PECO (tych nie stąd), na który każda narodowość przygotowywała coś dobrego...:

Tu rodzą się nasze placki ziemniaczane.

Tu też. Warto dodać, że powiedzenie: "gdzie kucharek 6 tam nie ma co jeść" nie wzięło się znikąd. wystarczy źle usłyszeć, coś nie tak zapisać i na 7kg ziemniaków dodaje się 2kg cebuli ;) Były... specyficzne.

Nie, nie są spalone tylko tak pada światło.

A to już podczas spożywania tej kolacji w Foy'sie. Nie wiedziałam jak można zjeść posiłek w klubie, ale udało się i było bardzo miło.

A to Polacy, Rumuni, Czesi, Meksykanie, Węgier i... smaczne jedzonko.


Udało uchwycić się tutejszy zwyczaj. Swojska piosenka to wymysł Jelona, proszę się skupić na tym, co ludzie robią później. Tak ot, sobie wymyślili. Francuzi...


A teraz moja ulubiona część. Spontaniczne polsko-czesko-węgiersko-francuskie spotkanie na korytarzu. Nie będę więcej pisać, warto posłuchać ;) To był bardzo, bardzo miły moment. I proszę wybaczyć beznadziejne komentarze.

To taka zapowiedź foto, a pod spodem audio ;)

Zmiana planów. Podobno nie mogę wrzucić więcej filmów, więc będę próbować w kolejne notce :)

Bez sensu. Jednak istnieją jakieś limity. Nie da się. Spróbuję jutro, bo to było takie fajne, że szkoda by się było nie podzielić.


środa, 6 lutego 2013

3 luty ciąg dalszy

Daria:

W niedzielę były urodziny Magdy i jak to mamy w zwyczaju wieczorem z tej okazji była mini impreza u dziewczyn. Mamy mnóstwo szalonych zdjęć, to był chyba dobry dzień na głupie miny :D
Gilberto, Kinga, Akos

Wera i Magda

z Carlosem

Wera, Akos, Magda, Carlos

Kinga i Wera

Kinga, Wera, Subanash i ja

Kasia i Wera

Patryk i Kasia, no i kawałek Wery

ja i Subanash

Gilberto i Akos

5 luty

A dziś nauczyliśmy się korzystać z frezarki. Daniel ułamał zęba xD (frezu, nie swojego :D). 

wtorek, 5 lutego 2013

3 luty

Daria:

Ania ma bardzo malutki pokoik jeśli patrzy się na niego pod kątem noclegu dla 9 osób ^^ Jednak trzeba przyznać, że ma tam bardzo ładnie urządzone. A z noclegiem nie było tak źle, bo Ania ma w akademiku koleżankę Polkę (Karolinę studentkę 4 roku medycyny), która z nami spędzała weekend i ona nas też przenocowała. 

Wizytę w Lyonie rozpoczęliśmy zjedzeniem posiłku. Ze względu na to, że zwykle im większa grupa tym mniejsza zdolność decyzyjna, musieliśmy się podzielić na dwie ekipy, ja byłam z tej, która jadła we włoskiej restauracji. Wszyscy dostaliśmy wspaniałe makarony, a dziewczyny (Kinga z Kasią) sałatki po królewsku.

Kinga, Wera, Monika, fotogeniczny Patryk,  Kasia, Karolina, ja i Ania. Magda robiła zdjęcie :)


W pierwszy piątek miesiąca wejście do muzeum sztuk pięknych w Lyonie dla studentów jest za darmo. Skorzystaliśmy z oferty. Zawsze jest jakiś haczyk - do zwiedzania udostępnione było tylko jedno piętro. Pośród wielu obrazów udało nam się odnaleźć (nie mnie, ja chyba jestem mało wrażliwa na tego rodzaju sztukę) kilka nawet całkiem znanych.

Potem poszliśmy do irlandzkiego pubu, w którym kelnerka wyjątkowo ochoczo nawiązywała rozmowę z Patrykiem... Chyba dlatego, że wydało jej się nienaturalnym widokiem chłopak wychodzący gdzieś w towarzystwie 8 kobiet :P

Ania trzyma piwo z takim sokiem, którego nazwę niestety zapomniałam, a ja mam bardzo dobre belgijskie piwo. Monika ma schweppesa tak dla jasności.


A w sobotę, na śniadanko (w porze obiadowej co prawda) zjedliśmy takie pyszne co nie co!

Ania i ja i pyszne małe co nie co :)
Potem zaczęło lać więc popołudnie spędziliśmy (Kasi i Patryka to nie zniechęciło i zwiedzali) w centrum handlowym. Zakupy udane!

Ps. Moja siostra miała urodziny 18 w sobotę i tego samego dnia studniówkę (szczęściara!). Patrzcie jaka fajna sukienka :)




niedziela, 3 lutego 2013

31 stycznia

Daria:

W przerwie między semestralnej kiedy wszyscy (prawie) Francuzi wyjechali na miesięczne staże my, studencie Europy Centralnej i Orientalnej, mamy zajęcia wyrównawcze (notabene z przedmiotów, które się jeszcze nie zaczęły). 

I tak oto w poniedziałek mieliśmy morderczy dzień z 4 h mechaniki, a potem kolejnymi 4 h z panem od konstrukcji maszyn, który mówi bardzo szybko, jest chyba nadpobudliwy i daje nam po 10 sekund na obliczenia i wyrzuca z siebie pytania do uczniów jak jakieś pociski. 

We wtorek było przyjemniej, bo 4 h matmy z wspaniałą nauczycielką. Po południu 2 h z odlewnictwa i następne 2 z kucia. Tak teraz nam się fajne przedmioty zaczynają. 

W środę mieliśmy chyba najciekawsze laboratoria jak dotąd, tematem było zginanie. Liczyliśmy sporo, a potem przeszliśmy do dzieła. Robiliśmy różne części i wyglądało to mniej więcej tak:


W czwartek tylko trochę matmy i trochę francuskiego. W piątek był szybki powrót do szkoły podstawowej, 4 godziny nauki czytania rysunku technicznego. Dostajemy rożne skomplikowane rysunki silników i musimy rozpoznawać części, zamalowywać kolorami części ruchome i stałe. Potem rysować schematy z tego różne. Na razie wydaje się spoko, zobaczymy potem.

Po zajęciach pojechaliśmy do Ani do Lyonu...