niedziela, 16 września 2012

16 września

Monika:

To będzie notka z małą ilością tekstu i duuuuużą ilością zdjęć.
Wybraliśmy się dziś na wycieczkę, żeby odetchnąć trochę od więzienia. Było naprawdę bardzo, bardzo fajnie i taki dzień okazał się nam bardzo potrzebny.
Może to głupie, ale to da pewien obraz całej sytuacji: mam w aparacie taki drut, który mi się wbija w policzek od wewnątrz jak się tak szeroko śmieję. I z reguły tego nie czuję, a po tym dniu mam poharatany absolutnie cały polik ;D
Obecni na wycieczce i na zdjęciach: Monika, Daria, Weronika, Maciek (ten, który nas ciągle wozi) i Akos (po naszemu: "Akosz" - kolega Węgier).

A, w ramach wstępu. Mamy dziś ten dzień dziedzictwa, więc od rana jak zwykle mogłyśmy pospać. W krużgankach poza turystami pojawiła się orkiestra...


Ok. Wycieczka:

Cel: Genewa! Szwajcaria jest super!
Maciek: "Ej, to gdzie ja mam teraz jechać?"
Wera: "No możesz jechać na Bourg... Nie wiem no... E62?! Jedź na Annemasse... No jedź na Genewę po prostu!"
Wera - nasz niezastąpiony pilot ;)


Mieliśmy bardzo rozśpiewaną wycieczkę. I to prawda, że w takich wycieczkach to właśnie sama podróż jest najbardziej szalona. Przesłuchaliśmy i prześpiewaliśmy chyba cały repertuar jaki ze sobą mieliśmy. A w ramach ciekawostki piosenka Akosa, po węgiersku ;)


Impreza samochodowa zainspirowała nas do do zrobienia imprezy na większą skalę, ale Francuzi nie potrafią się bawić... Także postanowiłyśmy potańczyć w pokoju. Dałyśmy upust emocjom i wyszalałyśmy się tak, jak to czasem potrzeba :)

 Podobno w Genewie znajduje się największa w Europie fontanna. Mieliśmy średnie szczęście, bo z uwagi na duży wiatr działała tylko przez chwilę. Ale zdążyliśmy... ;)



Poprosiłam o głupie miny:


Poza fontanną jest też jezioro. Jezioro Genewskie (tudzież Jezioro Lemańskie). Póki co widziane od strony Genewy...:
a no i widoki. bardzo ładne miasto, z fajną, typową zabudową wyglądającą zjawiskowo na tle gór.










Ok, po jeziorze nastąpił czas zwiedzania samego miasta. Poszło nieźle, bo Daria miała przygotowaną listę ważnych rzeczy, które trzeba było zobaczyć. Fakt, do połowy nie weszliśmy, bo były za drogie, ale traktujemy je jako zaliczone!

Pałac Sprawiedliwości:


Katedra Św. Piotra (zdjęcia z wewnątrz jutro, gdyż znajdują się na innym sprzęcie):


I inne....:



Znaleźliśmy też z Maćkiem w końcu coś dla siebie! ("restauracja bez alkoholu")


Akos wydoił szwajcarską krowę...


Dla fanów energetyki, nie mam pojęcia jak to naprawiają kiedy popsuje się jedna z nich ;D














Pomnik Teresy Brunswick: z racji tego iż była znaną węgierską działaczką Akos się bardzo zainteresował:











A teraz część specjalnie z dedykacją dla Mamy i Taty.
THONON-LES-BAINS.
Możemy więc powiedzieć, że plaża i woda zaliczone ;) To było niezwykle miłe zakończenie dnia.


















A w drodze powrotnej wpadliśmy do Maca. Ta informacja jest o tyle ważna, że nasz nowy kolega Maciek jadł tam dziś po raz pierwszy w życiu. Zajście potwierdzam zdjęciem:




 Co do ciekawostek: Daria zapomniała zabrać paszportu, więc przy każdym przekroczeniu granicy drżała ;D na szczęście obyło się bez rozmowy z panami celnikami.

Stanęliśmy na parkingu. Ucieszyłam się, że to w końcu jakiś bezpłatny parking...
Maciek: "Nie mów hop przed zachodem słońca"

Ale zachód słońca już za nami, a ja wciąż oceniam dzień pozytywnie ;)
Czas spać, jutro więcej zdjęć i komentarzy od Darii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz